Pożegnania

Tydzień temu pożegnaliśmy się z Poznaniem. Po cichu. Byłem zaskoczony, że tak się to kończy. Spakowaliśmy Natalię i ruszyliśmy do domu. I tak naprawdę, teraz nie mam już po co tam wracać. A wszystko zaczęło się sześć lat temu. Pamiętam jak dziś i nie wierzę, że minęło już tyle czasu. W 2005 roku zaczynałem pracę jako nauczyciel w gimnazjum, a Natalią zaczynała studia. Pojechałem do niej w październiku. Pociągiem z Łasku, rzecz jasna. Byłem podekscytowany, bo nieczęsto podróżowałem. Poza tym nigdy nie byłem w Poznaniu. W drodze słuchałem Coldplay – X&Y. I być może dlatego tak lubię tę płytę. Miasto okazało się być gościnne i poznałem je trochę. Wracałem często i jeszcze pół roku temu nie potrafiłbym wyobrazić sobie, że więcej tam nie pojadę. I choć taki scenariusz był prawdopodobny, aż do ostatniej chwili nie brałem go pod uwagę. Jestem zaskoczony tym pożegnaniem, ale dopiero teraz czuję smutek, gdy wróciłem do domu, do Zelowa, gdzie popadłem w melancholię. Zacząłem spoglądać za siebie i dotarło do mnie, że Poznań będzie dla mnie już tylko wspomnieniem…

Wiktor zdał maturę i idzie na studia. Osiem lat temu Marek zdał maturę, a ja napisałem „Wstęp do metafory”

Wstęp do metafory

światła szeptem
zmywam słodkie rysy
twoich słów

z deszczem wspomnień
tkam śpiącymi łzami
kryształowe nici życia

mówię

pokaż cycki
daj dupy

tak zwinnością myśli
gładzę słowa
bladymi metaforami

Tak wiele się przez ten czas zmieniło. Wkrótce mój dom opustoszeje, zostanie w nim tylko mama. A jeszcze w roku 2003 był tutaj komplet. Później odszedł Marek – na studia, ja – do Poznania i Warszawy, tata – na zawsze, wróciłem ja – na rok, ale trzy tygodnie temu przeniosłem się do Warszawy, a wkrótce odejdzie Wiktor. Wracamy z Markiem często, ale tylko na chwilę, na kilka dni. Patrzę na puste pokoje, słyszę cykający zegar i nie potrafię zrozumieć, po co te zmiany, przecież było tak dobrze… i pęka mi serce, gdy opuszczam to miejsce.

Przez cały tydzień nie pisałem, powód jest prosty – piszę tylko wówczas, gdy jest mi źle… Przez cały tydzień byłem z Natalią – nareszcie mieszkamy razem.