Nieznośna lekkość bytu

Wróciłem z nocnej przejażdżki rowerowej po Warszawie. Centrum miasta, a przede wszystkim Nowy Świat i Krakowskie Przedmieście pełne były ludzi szukających wrażeń. Nie znam takiego życia, zawsze byłem gdzieś obok. Wolny czas przede wszystkim trwoniłem i trochę brakuje mi wspomnień, i to chyba za nimi najbardziej tęsknię widząc jak ludzie się bawią.

Jadąc do miasta widziałem przechodzącego przez ruchliwą drogę jeża. Żal mi się go zrobiło, w końcu zginie pod kołami. Nie jest przystosowany do życia w mieście. Przez chwile miałem wrażenie, że tu nie pasujemy…

Jestem tutaj anonimowy, a jednak golę się często, ubieram elegancko i przechadzam się dumnie. To chyba próżność mną kieruje, bo po co mi to? Życie w dużym mieście pełne jest niespodzianek. Wydaje mi się, że osoby stąd, żyją pod kloszem, dostają wiele, za tak niewiele. Wydaje mi się, że i ja się do tych osób zaliczam, ale jeszcze nie przeszedłem nad tym do porządku i nadal jestem pod wrażeniem tego, jak łatwo można tu komfortowo żyć. Wszystko mam na wyciągnięcie ręki. Mam świetną pracę i super mieszkanie.

A to od przyjazdu tutaj w głowie mi gra.

Za domem

Często, jeszcze zanim wyjechałem do Poznania w 2007 roku, myślałem o tym, że prawie całe swoje życie spędziłem w Zelowie, na ulicy Północnej. Codziennie budziłem się w tym samym miejscu. Wówczas to mi przeszkadzało. Były zapewne lata kiedy ani razu nie zasypiałem poza domem. 365 dni w roku, gdy szedłem spać widziałem za oknem tą samą latarnie na ulicy. Kiedy się budziłem, zawsze byłem w swoim pokoju. Bardzo chciałem to zmienić, więc wyjechałem.

Pamiętam pierwszą noc w Poznaniu, na Osiedlu Zwycięstwa. W pokoju brakowało zasłonek w oknie, a za nim widziałem wielki czerwony neon – Poznań Plaza. Czułem wówczas pewien niepokój, ale gdy przenosiłem się do Warszawy cztery lata temu, wszystko przebiegło bez większych emocji.

Ponad rok temu wróciłem do Zelowa. Dziś znowu wyjechałem. Jeszcze rano na podwórku, na huśtawce  myślałem o tym, jak szybko minęły mi ostatnie tygodnie. Chyba dobrze ich nie wykorzystałem, ale też nie uważam ich za zmarnowane. Dwa tygodnie temu perspektywa wyjazdu wydawała mi się bardzo odległa, ale w ciągu ostatnich dwóch dni uświadamiałem sobie, że niektórych rzeczy już nie zrobię, że nie wyjadę na rolkach na puste ulice wieczorem, że ostatnie raz kładę się spać w swoim łóżku…

Wrócę, może w piątek. Bo dobrze mieć takie miejsce na tym świecie, gdzie nie jest się obojętnym dla innych. I zawsze dobrze tam wracać.

Potulnie

W niedzielę będę w Warszawie. W poniedziałek zaczynam pracę. Natalia zaczyna od lipca. Jestem pozytywnie nastawiony i mam nadzieję, że mój optymizm pomoże w jak najlepszym ułożeniu się na nowym miejscu.

Trochę mi szkoda tego, co tu zostawiam. Będzie mi brakowało spokoju jaki mam na podwórku. Ławki na której można się położyć i zasnąć grzejąc się w słońcu. Psa i ćwierkania ptaków. Nocnej jazdy na rolkach po mieście. Ale przede wszystkim brakowało będzie mi domu i tej swojskiej, nie do pomylenia z inną, atmosfery, do której przywykłem mieszkając tu od dzieciństwa.

Nie jestem zamknięty na zmiany, szczególnie nie na te zaplanowane, ale nie lubię pożegnań, rozstań, wyjazdów.

„czas odejścia przyczołgał się potulnie”

Renault Supercinq

Jestem pamiętliwy. Nie lubię przegrywać. Łatwo się nie poddaję. Dlatego nadal jest u mnie, mimo, że uległa awarii półtora roku temu. Od tego czasu nie jeździ. Mam nadzieję, że jeszcze przed wyjazdem uda mi się doprowadzić ją do stanu używalności. W sobotę wkładamy z Markiem naprawiony silnik. Nie zabiorę jej ze sobą, ale przecież będę wracał. Była i nadal będzie moim hobby. Mogę się też zdenerwować i stracę cierpliwość, wówczas mogłaby się wydarzyć smutna rzecz, bo zapewne oddałbym ją na złom…

Będąc ostatnio w Warszawie przyglądałem się samochodom, które po niej jeżdżą. Są takie, jak ludzie w tym mieście, bez fantazji. Oczywiście jestem uprzedzony, zapewne mają oni inne priorytety niż głupi kawałek blachy i zapewne w całym tym „bałaganie” jest wiele ciekawych  pojazdów z charakterem, jednak większość to przeważnie samochody drogie, dlatego rzadkie. Za jakiś czas, utrę co poniektórym nosa, małą piątką z wielkim silnikiem.

Tymczasem idę na rolki, dziś nie pada.

Taka Warszawa

Ponownie przenoszę się do Warszawy. Mam już pracę. Wczoraj z Natalią znaleźliśmy mieszkanie. Jeszcze siebie tam nie widzę, chociaż już spędziłem w tym mieście ponad dwa lata. Szybko odwykłem. Sam często podkreślałem, że ja tam tylko pracuję. Każdy weekend starałem się spędzać poza miastem, bo miałem do niego wiele pretensji. Tym razem postaram się być bardziej wyrozumiały. We dwoje na pewno będzie łatwiej, zabawniej, przyjemniej, inaczej.