#526

Nie napisałem wszystkiego, bo przecież nie da się inaczej. Gdy pierwszy raz jechałem do Poznania, wsiadłem w Łasku do piętrowego wagonu, które już na tej trasie nie jeżdżą. Słuchałem płyty Coldpaly – X & Y oraz, o tym zapomniałem wspomnieć, płyty Hurt – Cz@t. Dziś przez przypadek, szukając czegoś wesołego, bo wypadałoby się uśmiechnąć, trafiłem na utwór, który zamieszczam poniżej. Ciężko mi uwierzyć w to, że od tamtej pory minęło tyle czasu, że rozpoczynając wówczas studia, można było je skończyć w tym roku. Coś nie pozwala mi się z tym pogodzić, bo to wszystko za szybko się potoczyło. Czuję, że coś przegapiłem, że coś mi uciekło.

Szukałem czegoś wesołego, ale nic takiego w swojej bibliotece nie znalazłem. Gdy się uśmiecham i nic mnie nie boli, nie piszę na blogu i nie słucham muzyki, dlatego tak tutaj smucę, dlatego mam tylko smutną nutę. Ten blog, to mój barometr.

#524

Nie pamiętam dokładnie kiedy skasowała mi się statystyka ilości odtworzeń utworów w iTunes, ale faktem jest, co mnie również zaskoczyło, że od tamtej pory najczęściej słuchałem Roberta Gawlińskiego, utworu – Śpiące Serce.

Był rok 2001, zaczęły się wakacje, z okazji jakiegoś święta, na Wawrzkowiźnie odbywały się koncerty. Nigdy nie słyszałem o zespole Wilki, wcześniej ten rodzaj muzyki mnie nie interesował. Ludzie widocznie też nie wiedzieli lub nie pamiętali, co to za zespół, bo przed sceną było prawie pusto. Było to przed wydaniem „Baśki” i był to jeden z pierwszych koncertów po reaktywacji. Na scenę wyszedł facet, miał długie czarne, proste włosy, wyglądał przekonująco, co skłoniło mnie do posłuchania. Świetnie i ciekawie śpiewał, a do tego grał na gitarze. No i przekonał mnie. Dlatego kupiłem płytę z największymi przebojami Wilków i Roberta Gawlińskiego i słuchałem jej przez całe wakacje. I mimo, iż później już nic z tego, co wydali mi się nie podobało, to nadal bardzo lubię Roberta i jak widać często słucham starych utworów.

#523

Lubię ten klimat i zapach powietrza, który czuć wieczorem w domu podczas letnich nocy. Poprzez otwarte okna, powietrze przepływa przez dom. Pachnie ono słońcem, jest lekkie i ma miękki kolor, który sprawią, że najbardziej ponure kąty wyglądają weselej. Na więcej mam wówczas ochotę i łatwiej mi zerwać z rutyną.

Czas mi ucieka niepostrzeżenie, z dnia na dzień mam go coraz mniej. Nie do końca jestem zadowolony z tego, jak go wykorzystuję, ale mam nadzieję, że wszystkie te dni, które minęły, dobrze zapiszę w pamięci. Z lata najwięcej mam wspomnień, bo miło jest wrócić w miejsca, gdzie było przyjemnie ciepło. Chcę już wakacji i chcę gdzieś wyjechać. Rok temu, byliśmy z Natalią nad morzem, trafiliśmy dobrą pogodę i polubiłem plażę, na której od zawsze wydawało mi się, że śmierdzi. Było inaczej i chętnie tam wrócę.

Dwa lata temu, byliśmy w Bieszczadach, ale chyba w tym roku się tam nie wybierzemy, choć spacerowanie z plecakiem, bez planów i pewności, gdzie następnym razem będzie się nocowało, jest ekscytujące i daje poczucie wolności.

Chciałbym do ciepłych krajów, gdzie na pewno będzie pogoda. Do Chorwacji na spacery i do wody.

Za kilka godzin weekend, będę odpoczywał jak sobie to codziennie rano obiecuję. Zrobię coś niezwykłego, o ile pogoda mnie nie zniechęci. Trochę się też ogarnę, bo w końcu trzeba uporządkować półki. Szkoda, że do Poznania tak daleko, bo pojechałbym rowerem, ale może z Burzenina spłynę Wartą. Plany, nadzieje, marzenia. Ostatnia prosta i wakacje. Trzymam kciuku, choć nie mam pojęcia, czy powinienem. Zgubiłem się.

#522

W weekend Wiktor miał rodzinną osiemnastkę. Oficjalnie osiemnaście lat skończy dziś, we wtorek. O tym, że mam brata dowiedziałem się gdy byłem u babci na Zelówku, miałem dziesięć lat, jechałem na wozie z sianem, gdy przyjechała ciocia Renata powiedzieć, że mama urodziła. Pamiętam jak dziś, byłem już przecież taki dorosły. Tak mi się wówczas wydawało.

Po raz pierwszy od trzech tygodni wyjechałem na rolki. Odkąd mieszkam w domu, nie czuję już takiej potrzeby. Najwięcej jeździłem w Poznaniu i przez pierwszy rok, gdy mieszkałem w Warszawie. Później tylko w weekendy w Zelowie, a teraz już tylko od święta. Powietrze pachniało wiosną, pachniał mokry asfalt i słychać było rechot żab. To był dobry wieczór na przejażdżkę, choć ławka pod domem kultury nie wyschła i nie było gdzie usiąść.

Mija czas, a mi wciąż wydaje się, że tak niedawno miałem staż w Banku Spółdzielczym, a Natalia zdawała maturę… a przecież było to w roku 2005. Wówczas również zacząłem pracę w gimnazjum. Natalia zaczęła studia. Pierwszy raz byłem w Poznaniu i zakochałem się w płycie Coldplay – X&Y w drodze do niego, do niej…

Dziś Natalia skończyła już studia, które wówczas zaczęła, a ja zdążyłem tylko zmrużyć oczy.

#521

Gdy zaświeci słońce, gaśnie mój niepokój… Na podwórku zawsze mam co robić i do domu wracam tylko na chwilę, by odetchnąć. W niedzielę przyprowadziłem z Warszawy Renatę, która od grudnia stała tam z uszkodzonym silnikiem. Ręce brudne mam od smaru. Mam nadzieję ją odratować. Bo lubię to uczucie, gdy spod świateł odjeżdżam pierwszy.