#512

Pierwsza burza w tym roku przeszła nad Zelowem. Mała, ale popiorunowało, podudniło, a później spadł deszcz. W powietrzu czuć świeżość, tylko ja mam jakiś ciężki nastrój, zupełnie nieodpowiedni do tego, w co ubrała się wiosna za oknem. Choć gdy udaje mi się nie myśleć, to śpiewać mam ochotę.

Nadal w pokoju stoją pudła z rzeczami, które zgromadziłem przez ostatnie trzy lata, gdy mnie mnie tu nie było. Nie sądziłem, że mam ich tyle. Jutro, po pracy jadę do Warszawy po resztę. Meble tam zostawię, bo nie mam gdzie ich postawić, a wyrzucać starych rzeczy nie chcę, bo dorastały ze mną. Przez to wszystko udało mi się zrozumieć, że nie potrzebuję wiele, a na pewno nie potrzebuję niczego nowego.

Nie jest mi smutno, tylko ciężko, bo nieprzyzwyczajony jestem by tak rano i regularnie wstawać. Uwiera mnie to, a przecież to niezbędne. Gdy patrze w przyszłość, to niewiele widzę, bo prawda jest taka, że niczego nie można przewidzieć. Można być dobrym człowiekiem, ale to za mało i nie jest to w cenie. Dlatego dobrze mi tam, gdzie nie muszę walczyć o siebie, gdzie naturalnym jest, że byłem i będę.

Chciałem się uspokoić, a znów zły jestem na siebie. Nie potrafię cieszyć się tym co mam, tylko chce mi się czegoś innego. Może to przez te pytania i brak odpowiedzi.

i moto cykle i samo loty

#511

Do pracy mam godzinę jazdy w jedną stronę, ale to nic, bo co wieczór jestem w domu. Tutaj odpoczywam i wszystko wydaje się bardziej intensywne. Zieleń kuje w oczy, powietrze pachnie wolnością, a noc jest cicha. Oddycham głęboko. Wsiadam na rower i jadę przez miasto, jestem szczęśliwy, choć sam do końca nie wiem dlaczego. Gdy rano wyjeżdżam do pracy, kot jeszcze przysypia na fotelu. Po południu, gdy wracam, cieszę się tą małą stabilizacją. W Warszawie nie chciało mi się niczego. Za dużo ludzi, a za mało przestrzeni. Wszyscy jacyś spięci i wystraszeni, niektórzy nawet szczęśliwi w swej nieświadomości.

Może trafiłem tam pod zły adres, może to nie był ten czas. Gdy rozmawiałem z Michałem, który od prawie trzech lat studiuje tam aktorstwo, a jest z Zelowa, powiedział mi, że tutaj jest prowincjonalnie i żebym stąd uciekał. Przyznałem mu rację, ale swoje wiem, to dobre i ciepłe miasto jest. Nie chciałbym stanąć w miejscu, ale zanim ruszę gdzieś dalej, chcę cieszyć się chwilą, która tutaj smakuje niewinnie i nie jest obarczona strachem ani samotnością.

Nie potrzebuję możliwości, które daje Stolica, a z których i tak bym nie skorzystał. Wszyscy Ci ludzie mi na nic, tylko pod nogami się plączą. Z żadnym z nich nie zamieniłem słowa, od żadne z nich nie dowiedziałem się niczego. Teatr, kino, owszem, ale nie w pojedynkę. Nawet na spacer nie ma gdzie wyjść, tylko asfalt, beton i centra handlowe. A Łazienki i Pole Mokotowskie – przeludnione.

Byłem na rolkach. Po cichu. Tak dobrze.

#509

Zawsze spóźniam się o te kilka minut, które przehulałem leniwie. Czas nadrobić zaległości bo jak powiedział wieszcz, wujek Steve Jobs – „Jeżeli przegapisz swoją szansę musisz ją dogonić”. Co niezwłocznie zamierzam uczynić.

Na razie jestem na takim etapie, że więcej nie wiem, niż jestem w stanie przewidzieć, dlatego rzucam się z ciekawością na każde nowe wyzwanie i staram się nie przegapiać okazji, które odmieniają moją codzienność. To nie jest tak, że zawsze wracam tymi samymi ścieżkami do domu, tak nie jest. Niestety gdy głowa ciężka, nie chcę się szukać innych.

Od jutra do odwołania, będę nieobecny w godzinach ranny i popołudniowych na swoim fotelu przed komputerem, w moim pokoju, w moim domu, w moim mieście.

I jeszcze kawałek, który tu już kiedyś wrzucałem. Pozytywnie mnie nakręca i warto posłuchać chociażby dla samego podkładu.

#508

Siedziałem przed Domem Kultury, nie dlatego, że szczególnie lubię to miejsca, po prostu ktoś pomyślał i postawił przed budynkiem ławki. Po namyśle muszę przyznać, że ten budynek nie jest mi jednak obojętny. Mam trochę wspomnień z nim związanych. Było już po godzinie dwudziestej trzeciej, ruch na ulicy Kościuszki zamarł, od czasu do czasu z ciemnej nocy wyłaniał się jakoś pojazd, przełamując ciszę, by po chwili zniknąć w drugim końcu miasta. Jest czwartek, w piątki zazwyczaj ruch jest większy. Nie tęsknie do Warszawy, oddycham tutaj z ulgą. Niestety wciąż przyłapuję się na tym, że przywołuję wspomnienia, podczas gdy, aby cokolwiek zmienić, powinienem skupić się na przyszłości. Trudne to jednak, bo otoczony jestem z każdej strony miejscami, które nie są mi obojętne. Z każdym wiążą się emocje.

Nie rozpakowałem się jeszcze, pudła stoją na podłodze, część rzeczy w miarę potrzeb wypakowuję inne czekają, aż się zorganizuję i wygospodaruję na nie trochę miejsca. Jestem tu od tygodnia, niewiele w ciągu tego czasu zrobiłem, mimo wszystko czas płynie bardzo szybko, a ja staram się w tym wszystkim znaleźć swoją drogę.

Czuję, że jestem na swoim miejscu. Nigdzie indziej na świecie bułka z szybką nie smakuje tak dobrze. Podoba mi się to, że rano mogę wyjść z kawą na dwór i posłuchać jak dzień budzi się do życia. Jak smakuje ranek po wiosennej nocy, poczuć nie zimno, a orzeźwienie.

Kiedyś spacerowałem po tym mieście, dużo. Później jeździłem po nim rowerem, a teraz poruszam się na rolkach. Zawsze nocą, często po północy, bo było cicho i magicznie. Kiedyś szukałem kogoś – jej, co robi podobnie, ale uznałem to za niemożliwe, byśmy tak długo się nie spotkali, więc zrezygnowałem, ale nawyk pozostał i wciąż wracam. Dziś sobie o tym przypomniałem, ale już nie szukam.