#481

Od poniedziałku przewożę swoje rzeczy do nowego pokoju. Nie sądziłem, że przez dwa lata tyle nagromadziłem. Pamiętam jak przyjechałem do tego pokoju pierwszego sierpnia w roku 2007. Wydał mi się on duży i pusty. Siedziałem z komputerem, wówczas iBookiem na podłodze, na dywanie i spoglądałem w górą na okno w dachu. Miałem złamaną prawą rękę i złamane serce. Strasznie było mi źle, miotałem się i nie wiedziałem co ze sobą zrobić. Czułem się podle. Na weekendy wracałem do Zelowa, wówczas autobusem. Starałem się porozmawiać z Natalią, bo bez niej wszystko straciło sens, ale nie mogłem nic wskórać. Zmieniła się i to mnie przeraziło. Na początku września pozbyłem się gipsu na ręce i serce uspokoiłem. Spotkałem Natalię w Zelowie, porozmawialiśmy, pojechałem do niej do Bełchatowa i wróciła do mnie – powoli. To była jedna z najcudowniejszych chwil w moim życiu.

W Warszawie w pokoju nadal miałem tylko te rzeczy, które mogłem zabrać ze sobą na raz… W październiku i listopadzie niemalże co tydzień jeździłem do Poznania, wszystko to bardzo dobrze pamiętam, bo byłem bardzo szczęśliwy. Odzyskałem równowagę. Gdy wracałem, codziennie wstawałem do pracy, po powrocie siadałem przed komputerem bądź kładłem się spać i słuchałem chilloutu. Zapamiętałem każdą nutę. Przysypiałem, a ta muzyka była tłem… Rok temu w marcu kupiłem fotel do biurka. W lipcu, stolik pod komputer. W sierpniu włożyłem kartę telewizyjną do komputera i zacząłem oglądać telewizję. W tym samym miesiącu kupiłem biurko. W styczniu tego rok fotel, komodę i szafkę. Teraz to wszystko musiałem rozkręcić, znieść z trzeciego piątra, zapakować do mojej małej Renaty, przewieźć, wnieść na czwarte piętro i skręcić. Jeszcze tylko jutro i już będę przeprowadzony. Żal trochę rozstawać się z tym pokojem, bo przywiązałem się do niego, ale myślę, że to dobrze, że coś się zmieni, coś się urwie i zakończy.

#479

Kolejny tydzień mija bardzo szybko. W weekend byłem ponownie w domu, w niedziele pojechaliśmy do Suchedniowa, a wieczorem wróciłem do Warszawy. W przyszłym tygodniu będę się przeprowadzał do nowego pokoju. Postanowiłem zmienić to mieszkanie na inne. Stąd po zmianach w kursach komunikacji miejskiej, mam tylko jeden autobus do pracy i to jeszcze z przesiadką. Ciężko też wrócić do mieszkania w godzinach szczytu. Wczoraj czekałem prawie godzinę na transport, a pogoda była fatalna i na pewno przez kilka najbliższych miesięcy nie będzie lepsza.

Mieszkałem tutaj ponad dwa lata. I chyba już czas na jakieś zmiany. Teraz będę mieszkał przy metrze, a do pracy będę miał 10 minut. Mam nadzieję, że atmosfera w nowym mieszkaniu będzie dobra. Tutaj czuję się prawie jak w hotelu. Z chłopakami się wcale nie widzimy, każdy siedzi zamknięty w swoim pokoju i tak codziennie. Mało to inspirujące.

Trochę się obawiam przeprowadzki, bo przywiązałem się do tego miejsca. Mieszkam na ładnym osiedlu, w nowym budownictwie, na poddaszu. I tak jeszcze przez tydzień, później przeniosę do do bloku na Ursynowie.

#478

Tydzień w pracy minął szybko i w piątek, po trzech tygodniach nieobecności, wróciłem do domu. Niestety zanim tam dotarłem, musiałem wydostać się z Warszawy. O dziwo nie było z tym większego problemu, ale niestety zaraz za miastem ktoś spowodował wypadek i stanąłem w korku, i nie był to jedyny incydent na trasie, przez co moja podróż trwała trzy godziny.

Po przyjeździe porozmawiałem z mamą i Wiktorem. Dopytywałem się też o to, co nowego w Zelowie. Oczywiście dla nich wszystko bez zmian, więc nie dowiedziałem się wiele. Przed północą wybrałem się na rolki i prawie odmroziłem sobie uszy. W sobotę rano pojechałem zrobić przegląd samochodu, który skończył się kilka dni wcześniej. Pojechałem tam z duszą na ramieniu, bo gdyby diagnosta zajrzał pod maskę, to niestety przeglądu bym nie dostał, ale udało się i nadal mogę poruszać się legalnie Renatą po drogach. Później z Wiktorem pojechaliśmy do Łodzi, obejrzeć samochód, który wpadł w oko Markowi. Mercedesa, który okazał się białą taksówką, sprzedał. Po oględzinach, po wizycie na stacji diagnostycznej, kupił upatrzoną Mazdę 323 i muszę przyznać, że trafił rodzynka. Samochód jest w świetnym stanie, zadbany i całkowicie sprawny. No, ale w końcu mu się należało za męczarnie z poprzednim autem.

W sobotę już się nic nie wydarzyło, rozciągałem przyjemne chwile, tak by trwały jak najdłużej. Odpoczywałem, cieszyłem się spokojem i brakiem obowiązków.

#477

Wróciłem z Norwegii, po raz trzeci, ale robię to coraz bardziej niechętnie. Za pierwszym razem kraj ten wydał mi się zbyt surowy, bo nie było wówczas zieleni, ani ciepła. Było to rok temu – w lutym. Kilka miesięcy później w maju, było już inaczej. Ale chyba przypadkiem udało mi się o tym zapomnieć. Podczas tego pobytu nie mogłem już wyjść z zachwytu.

To inny świat, pełen wzniesień, skarp i górskich jeziorek. Widziałem tylko samo południe tego kraju, ale to wystarczyło bym chciał tam zostać. Jest uporządkowany i bardzo troskliwie pielęgnowany. Domy w większości są z drewna i w większości białe, budynki gospodarcze w większości są czerwone. W mieście jest bardziej różnorodnie, ale również przeważa drewniane budownictwo. Osiedli z blokami nie ma. Każdy budynek w mieście wygląda w nim dobrze. Ulice są pierwszej klasy. Żadnych dziur, równe.Trasy między miastami są wąskie, kręte, pełne wzniesień i bardzo malownicze. Miasto wielkości Bełchatowa wygląda jak z bajki. Nie ma żadnych korków. Można przechodzić na czerwonym i nikt nawet nie zatrąbi. Norwegowie nie budują domów w stylu pałac lub dworek choć zapewne są wielokrotnie bogatsi od nas. Mieszkają w drewnianych domach i jażdża kilkunastoletnimi samochodami bez kompleksów. Bardzo rzadko widuje się tam luksusowe samochody na drogach, w przeciwieństwie do Warszawy.

A u nas, cóż. Nie da się pomylić naszej stolicy z innym miastem. Na lotnisku brud, bałagan i brzydota. Samo miasto jeszcze gorsze, wszędzie betonowe klocki do niczego nie pasujące, stawiane przypadkowo, gdziekolwiek. Szerokie, dziurawe i beznadziejnie nudne drogi. Oczywiście zakorkowane. Ożesz kurwa jak tu brzydko.

Chyba nie potrafię opisać dzielącej te dwa kraje różnicy. Wygląda to jak by tam, każdy, nawet najmniejszy zakątek miał swojego ogrodnika, a u nas jest jak u rolnika na podwórku.