#475

Przyjechałem w piątek, dość szybko, bo byłem na miejscu przed 20. Cały tydzień Wiktor był sam w domu, bo mama wyjechała do sanatorium. Gdy wszedłem do domu, właśnie kończył piec naleśniki. Zjedliśmy kolację, porozmawialiśmy i wyjechałem po godzinie dwudziestej trzeciej na rolki. Na początku było mi zimno, jednak pod koniec, byłem już całkiem zgrzany, a nie jeździłem szczególnie agresywnie. Nie spotkałem nikogo z kim mógłbym zamienić choć kilka zdań. Posiedziałem przed Domem Kultury i wsłuchiwałem się w ciszę.

W sobotę od rano zabraliśmy się za sprzątanie, cotygodniowe – tradycyjne. Nawet jak mamy nie ma. Przyjechał Marek i zabraliśmy się za koszenie podwórka. Szybko poszło. Później wybraliśmy się z Wiktorem na zakupy, a po powrocie zrobiłem obiad. Po południu planowałem coś porobić przy Renacie, ale nie miałem motywacji, więc tylko siedziałem na dworze i ganiałem psa.

Na kolację Wiktor przygotował tosty, a po niej pojechałem do Grześka. Po drodze zabrałem jeszcze Sebastiana i pojechaliśmy na zwałowisko. Porozmawialiśmy o naszych Maczkach, trochę o życiu i podczas drogi powrotnej trochę przygazowaliśmy samochodem. Wyprzedziłem VW Passata 2.0 TDI 140KM, któremu najwidoczniej weszło to na ambicje i który bardzo chciał nas wyprzedzić, ale mu nie udawało. W nocy wróciła mama.

W niedziele błogie leniuchowanie. Wyścigi F1 i popołudnie na podwórku. Wracałem dopiero po 20 aby uniknąć korków. Do Piotrkowa jechałem powoli, a później psułem samopoczucie tym najszybszych na drodze, gdy pokazywałem im się w lusterku wstecznym. Milem przy tym mnóstwo frajdy, bo tutaj już było szeroko i można było Renatą jechać szybciej i siać zgorszenie wśród kierowców limuzyn.

Dojechałem całkiem szybko. Chyba nie zaliczyłem żadnego fotoradaru, a na dodatek przy wjeździe do Warszawy nie było już korków.

Ostatnio wciąż gra mi w głowie Maria Peszek oraz Keane.

#474

Byłem dziś na urodzinach Marii Peszek. Niedawno napisałem, że zamiast chodzić na koncerty, wolę słuchać muzyki z płyt, ale jest na razie jeden wyjątek i dlatego poszedłem. Nie rozczarowałem się, ładnie zaśpiewała i wciąż nie mogę wyjść ze zdumienia, jak czysto i naturalnie to robi. Do tego zachowanie sceniczne, oczywiście ciekawe teksty i niebanalna muzyka sprawiają, że na żywo słucha i ogląda się koncert z przyjemnością.

#472

Cisza, bo niewiele mogę powiedzieć. Nie z uwagi na tajemnicę, a z powodu rutyny i wdzierającej się nudy. I tylko trochę mi z tym źle i tylko wówczas, gdy zauważę, że moje dni zlewają się ze sobą. Ale ta pewność jutra zapewnia bezpieczeństwo i komfort, dlatego trudno byłoby się jej wyrzec.

W weekend zostałem w Warszawie, chciałem jechać w sobotę do Ikei, ale tłok był taki, że nie miałem gdzie zaparkować, więc wróciłem. Wieczorem wypożyczyłem skuter. Jeździło się bardzo fajnie, ale przemarzłem do kości. W niedziele wieczorem wybrałem się na przejażdżkę do Kielce ze znajomym. Tydzień wcześniej byłem w Zelowie. Pod koniec września lecę na tydzień do Norwegii.

Zmierzyłem czas rozpędzania Renaty do 100km/h. Nie jest imponujący, ale to wina kierowcy i zbyt krótkiej skrzyni. Wyszło 8.4s. Myślę, że spokojnie można zejść poniżej 8s przy odrobinie wprawy i po regulacji luzów zaworowych.