#471

Dziś postanowiłem wypożyczyć skuter, aby pozwiedzać Warszawę. Nie byłem do końca przekonany, czy to dobry pomysł, ale szybko moje wątpliwości zostały rozwianie. Przede wszystkim dzięki pojazdowi, którym się poruszałem, a który zupełnie mnie zaskoczył, był tak przyjemny w prowadzeniu, że nie miałem ochoty z niego schodzić. Zjeździłem całe miasto i świetnie się przy tym bawiłem. Wiem, że ma motocyklu nie było by to takie przyjemne, bo jest za duży i do miasta się nie nadaje. A skuter który prowadziłem, był mały, bardzo lekki i z silnikiem, któremu nie brakowało wigoru, ani kultury. Całość stylizowana na retro. Ze smutkiem rozstałem się z maszyną po kilku godzinach, ale postanowiłem kupić sobie taki – identyczny. Dzięki niemu zobaczyłem miasto z innej perspektywy. Do tej pory patrzyłem na nie z perspektywy pieszego, rowerzysty i kierowca samochodu i z żadnej z tym perspektyw nie bylem w stanie go zaakceptować. Dziś zobaczyłem Warszawę odmienianą, malutką i bardzo przyjazną dla kierowcy skutera. W jednej chwili mogłem być w Wilanowie, a w drugiej na Saskiej Kępie, po drodze zahaczając o McDonalds na Ochocie. To był dobry dzień.

#470

Nie wiem z jakiego powodu to mam, ale dziś przez krótki czas miałem wrażenie olśnienia życiem. Wstałem jak co dzień, naszykowałem się do pracy i wyszedłem z domu. Już wczoraj chciałem coś ze sobą zrobić, więc wyszedłem na dwór wieczorem, na spacer, było jednak za zimno, co uzmysłowiło mi zbliżający się koniec długo wyczekiwanego lata. Wróciłem do domu i nie zrobiłem nic szczególnego, a jedynie to co zwykle. Usiadłem przed komputerem i zacząłem szukać informacji, nieistotnych, ale wynikłych z powody przypomnienia sobie dawnych zdarzeń. Szukałem teledysku Spillera i czegoś jeszcze, teraz już nie pamiętam. Rano w pracy było też całkiem normalnie, moje ulubione miejsce, dopasowane do mnie, trochę pilnych spraw do zrobienia i była już druga. Wyszedłem po obiad i bum, mam to. Rozglądałem się dookoła siebie, było ciepło, naturalnie przyjemnie, świeciło słońce, ludzie podążali w sobie tylko znanym kierunku. Było ich całe mnóstwo i do tego hałas, który tworzą, uzmysłowił mi jak bardzo mały jest mój świat. Znam trochę to miasto, ale nie poruszam się po nim swobodnie, mam tu kilka swoich ścieżek, jedne przemierzam codziennie, inne tylko raz na kilka miesięcy. W tyle miejscach nie byłem, a mogłem, bo od tak dawna tu mieszkam. Zostałem zaskoczony ilością kolorów, które zobaczyłem, mnogością możliwości. Jakbym się obudził ze snu, w którym wszystko było wyblakłe. Dziwne uczucie, bo nie wiem, co z nim zrobić. Uzmysłowiłem sobie po raz kolejny coś oczywistego, a jednak coś o czym szybko zapominam, że jestem wolny i niczego nie muszę. Poprawiło mi to nastrój, ale nie zmobilizowało do intensywnej pracy, wręcz odwrotnie, dlatego od kilku godzin, patrzę za okno i obserwuję życie, które toczy się beze mnie.

To nie zdarza się często, nawet nie wiem, czy zdarzyło się kiedykolwiek wcześniej. Doznałem niezwykłej lekkości życia i dostrzegłem chwilę, której już teraz nie potrafię opisać. Słońce zachodzi, ludzie, których mijałem dotarli do celu, wkrótce zapadnie noc.

#469

W piątek dojechałem bez problemu Renatą do domu. W sobotę samochód już nie chciał odpalić. Pękł wężyk paliwa. Naprawiłem i w niedzielę wróciłem do Warszawy. Po powrocie pękł wąż chłodzący – naprawiłem. Kapryśna jest, ale i tak jest moim największym sukcesem od miesięcy. Powiedziałem, że zmienię ten silnik i udało się. To mnie motywuje i przywraca mi nadzieję. Potrzebuję takich sukcesów, małych ale nieoczywistych.

Poza tym, poszukuję sposobu na bezbarwną codzienność. Szukam muzyki, z którą będę mógł skojarzyć dni, które mijają. Natalia wyjechała a ja spędzam samotnie wieczory w swoim pokoju w Warszawie. Przypominam sobie, że dwa lata temu tu przyjechałem i wydaje mi się, że to było strasznie dawno temu. Pamiętam, jakiej wówczas słuchałem muzyki i do dziś, gdy przypadkiem są na nią natknę, w pamięci wracają wspomnienia z tamtych dni. Czegoś takiego potrzebuję na teraz, ale wszystko na razie wydaje mi się wtórne. Jest za ciepło, za zwyczajnie i bezbarwnie. Potrzebuję jakiegoś silnego bodźca – spadających liście, mrozu, by odróżnić dni od siebie. Nie mam natchnienia. by szukać czegoś nowego. Dziś po raz kolejny miałem ochotę wrócić do „Między słowami”, ale na szczęście nie znalazłem.

#468

Renata stoi już na osiedlu. Choć słowa „już” powinienem raczej się wystrzegać, bo cała operacja wymiany silnika trwała stanowczo za długo. Urlop minął mi bardzo szybko. Spędziłem go w domu, z racji tego, że nie miałem samochodu, do Natalii do Bełchatowa jeździłem motocyklem, a w weekendy pożyczałem samochód od brata. Tydzień temu byliśmy w Poznaniu na dwa dni, spakować moją ładniejszą połowę, bo wyjeżdża do Norwegii na trzy miesiące. W poniedziałek wróciłem do pracy, a dziś zacząłem weekend, gdyż jutro nie pracujemy. Jutro jadę do domu, a w sobotę jedziemy całą rodziną na wesele mojego brata ciotecznego, gdzieś koło Wrocławia.

Dziś po powrocie z pracy testowałem jak prowadzi się mój pojazd. Zostało jeszcze bardzo wiele do zrobienia, ale najważniejsze, że już jeździ. Wrażenia są takie, że jest piekielnie szybka. Szczerze powiedziawszy, nigdy nie jechałem tak zrywnym samochodem. Ale to jeszcze nic nie znaczy, bo jeździłem niewieloma. Aby tylko jutro dowiozła mnie na miejsce, bo jak nie to linka i czeka mnie holowanie.