#467

Podczas ostatniego tygodnia, po pracy jeździłem do warsztatu aby doprowadzić do końca zmianę silnika w Renacie. Kto by pomyślał, że będzie z tym tyle zabawy. Dopiero wczoraj udało się ją odpalić. Dziś i być może jeszcze jutro będzie trzeba podłączyć ostatecznie elektrykę. Później pozostanie tylko testowanie konfiguracji, czy coś się nie przepala, nie cieknie, nie obciera i będę miał najszybszą pięciodrzwiową wersję na ziemi ;]

Od soboty zaczynam urlop dwutygodniowy. Zapewne nigdzie z Natalią nie pojedziemy, bo remont w domu i trzeba pomóc. Bo Wiktor jedzie na Przystanek Woodstock i nie będę miał śpiwora. Bo samochód w niepewnej kondycji. Tyle u mnie, poza tym spokój, trochę monotonii i kawa rano.

#466

Kończy się weekend, który spędziłem sam w Warszawie. Trochę ze swojej winy. Nie chciałem tego, ale Renata nadal nie jest na chodzie. W piątek, gdy wychodziłem z pracy, bałem się perspektywy wolnych dni, bo nie miałem na nie żadnych planów. Chciałem do domu, do Natalii, a nie mogłem. Dlatego przetrwoniłem mnóstwo czasu i nic poza tym. Dziś tylko wyjechałem na miasto wieczorem. Było inaczej niż ostatnio, gdy jeździłem w czwartek. Było ciszej i mniej ludnie. Koniec weekendu każdy chyba chcę spędzić w domu. Jechałem ścieżką rowerową i przypomniało mi się jak, nie pamiętam niestety kiedy, przedzierałem się przez nią na rolkach aż do samego Pola Mokotowskiego. Tak, ostatnio mniej na nich jeżdżę, a jeżeli już, to tylko w Zelowie.

Słucham soundtracku z Blade Runnera. Pamiętam, że idąc kilka lat temu przez pole do Grześka, zagrał mi w głowie motyw przewodni – zmroziło mnie. Powiało chłodem i beznadzieją, wielką kosmiczną pustką.

#465

Ciężko było dziś rano wyjść do pracy. Wystarczyły cztery wolne dni abym się od niej odzwyczaił. Na Open’er było inaczej i była to dobra odskocznia od codzienności. Podczas tych kilku wolnych dni, które spędziłem pod namiotem z Natalia, uświadomiłem sobie, że chyba już mi się nie chcę bawić się w biwakowanie, a już na pewno nie na takich dużych imprezach. Gdybyśmy nie zmienili pola namiotowego na inne, mniej zaludnione, schludniejsze i cichsze niż to festiwalowe, to wyjazd na pewno nie byłby udany, a tak to będzie wspominał go dobrze. Podobały mi się koncerty, pogoda, plaża, Gdynia i Gdańska. Upierałem się do tej pory, że morze, nie jest dla mnie, że mi się nie podoba takie wylegiwanie się w słońcu nad śmierdzącą wodą, ale w ciągu tych kilku dni zmieniłem zdanie. Morze latem jest przyjemne, szczególnie, gdy można odpocząć na plaży. Nie jest, jak mi się wydawało, za gorąco, bo wiatr jest chłodny i na plaży panują przyjemna równowaga. Jest w tym coś urzekającego. Mi podczas tego wyjazdu udało się tak opalić, że do tej pory parzy mnie skóra, a przecież nie nadużywałem słońca.

To był mój drugi festiwal, po Przystanku Woodstock w 2003 roku. Tutaj było bardziej międzynarodowo niż w Żarach, które opisałem kiedyś na blogu. Najliczniejszą grupę ludzi stanowiła młodzież do 25 roku, starszych było już znacznie mniej. Wszyscy oczywiście dobrze ubrani, w markowych ciuchach, z fajnym kapeluszem i okularami. Ale śmietnik i tak po sobie zostawili. Widocznie tak ma być, skoro na całym polu koncertowym nie było koszy na śmieci. Organizacja poza polem namiotowym i autobusami na mającymi odwieźć ludzi na dworzec po festiwalu, była bardzo dobra. Nie wiem jednak, czy jeszcze kiedykolwiek się wybiorę na tego typu imprezę na tak długi czas. Chyba jednak wolę muzykę z krążków, ze studia nagraniowego, niż taką na żywo. Jeżeli jednak kiedyś się jeszcze wybiorę na koncerty, to tylko na jeden dzień i tylko na to, co mnie będzie interesowało, bo bieganie po festiwalu z jednej sceny na drugą, do budki po jedzenie i panujący niemiłosiernie wszechobecny ścisk, bardzo męczą.

Koncerty były różne, nie każdy zespół znałem, nie każdy z tych na których bylem, przypadł mi do gustu. Fajnie było zobaczyć tak blisko siebie The Kooks oraz Placebo. Zaskoczyła mnie Maria Peszek, bo nie przypadła mi do gustu wcześniej, a po tym koncercie, który był bardzo dobry, zaczęła za mną chodzić. Maria – Awaria.

To by było na tyle. Renata już bez silnika czeka na włożenie nowego, więc raczej nie pojadę w ten weekend do domu. Natalia w Bełchatowie, a ja pracuję i czekam na dłuży urlop.