#440

Zapomniałem wspomnieć o tym, że zawsze gdy słucham Oasis, to przypomina mi się kawiarenka internetowa, która jakiś czas temu prowadziłem. To był fajny czas. Poza tym, zepsuła nam się pralka i chłopaki ją naprawiają, co może po prostu oznaczać, że potrzebna będzie nowa.

Od czasu do czasu przechodzi mi też przez głowę myśl, aby zmienić mieszkanie. Powodów jest kilka. Bo do pracy mogę dostać się tylko autobusem, co przeważnie oznacza częste spóźnienia, jak się zrobi korek z jakiegoś niezrozumiałego dla nikogo powodu. Rachunki już przekroczyło pierwszy tysiąc płatny co miesiąc. A poza tym, faceci nie dbają o porządek ;]

#439

Miniony weekend spędziłem w domu, to był już drugi z rzędu. W nadchodzący weekend będę w Poznaniu. Poza tym, wszystko w normie. Codziennie rano spóźniam się na autobus, chodzę ze zerwaną sznurówką i wieczorem bezmyślnie inwestuje w swój czas. Ech. Codziennie zmieniam się na lepsze, troszeczkę i bardzo powoli, ale systematycznie. Codziennie uczę się czegoś nowego. Na razie nie chcę stąd uciekać.

A Warszawa da się lubić, ale pod warunkiem, że nie wsiada się do komunikacji miejskiej w godzinach szczytu.

#438

Przerażająca bezsilność mnie ogrania, gdy myślę o tym jak szybko mija mi czas. Wkurza mnie to, a jednak pozwalam się ponieść monotonij. Tydzień za tygodniem, tyle tylko jestem w stanie zapamiętać. Nawet jeżeli nauczyłem się w tym czasie czegoś nowego, to i tak wkrótce to zapomnę, by za jakiś czas pamiętając, że to umiałem, odświeżyć wiedzę, tylko po to, by po raz kolejny zapomnieć.

Słucham muzyki, by wypełniła ciszę. Bo w ciszy nie ma nastroju, bo w ciszy wszystkie dni są do siebie podobne. Przekleiłem tutaj teledysk Molesty, bo od grudnia chodzi mi po głowię, bo się do niego przylepiłem, bo ten bit jest hipnotyzujący. Podoba mi się, poza tym widać na nim ładną Warszawę. Mam przed sobą tyle wolnego czasu, w tylu miejscach mógłbym się znaleźć i mógłbym wiele osiągnąć, jednak tylko na początku tygodnia to widzę, tylko wówczas chcę coś zmienić, później wpadam w rytm i nim podążam, aż do piątku. W tym czasie już tylko chcę trwać i łudzę się nadzieją, że od kolejnego poniedziałku wszystko się zmieni.

Tak, wciąż o tym samym piszę, bo to mnie zawsze dołuje. Przyjemnie było wyrwać się z tej pętli i wyjechać do Poznania. I gdy wracałem cieszyłem się wolnością, którą oferuje mi Warszawa. Nic tutaj nie muszę, prócz tego co lubię. To motywujące, choć tak łatwo przeholować i nie robić nic więcej, i tylko czekać na kolejne dni. Dzisiaj chciałem tupać, byłem wkurzony na siebie, że nic ze sobą nie robię.

#437

We wtorek, na przystanku, gdzie codziennie wysiadam wracając z pracy, spotkałem koleżankę z mojej licealnej klasy. Pracuje niedaleko. To ona mnie wywołała. Powiedziała, że rozpoznała znajomą buzię. W pierwszej chwili jej nie poznałem i na pewno sam bym jej nie wypatrzył. Zmieniła się, ale w końcu nie widzieliśmy się prawie 8 lat. Może będzie okazja się spotkać i poplotkować ;]

Poza tym. Cały tydzień chodzę nieprzytomny przez to poranne wstawanie. Na okrągło słucham trzech utworów Morrisseya, tych ze zdjęcia last.fm na Flickr. Piję kawę i dużo soku pomarańczowego.

#435

Dziwne rzeczy się pamięta. Kilka chwil temu przypominałem sobie po kawałku, jak w roku 2003, czyli całkiem niedawno, kładłem kabel sieciowy prowadzący z mojego pokoju do pokoju kolegi – sąsiada. Nigdy wcześniej nie wracałem do tych wspomnień i zaskakujące jest to, że wydaje mi się jakby to wszystko działo się sto lat temu. Teraz nie ma już tego kabla, był zakopany w ziemi i przechodził pod ulicą, został przerwany podczas wkopywania kanalizacji i wodociągów w 2005 roku. Dzięki temu połączeniu zagrałem z sąsiadem – Krzyśkiem ze dwa razy w grę i od roku 2004 dzieliłem przez niego internet. Pamiętam jak przeciągałem go pod podłogą swojego pokoju i jak tata zakopywał go w ziemi na podwórku. Po kablu nie ma ślau, został wykopany. Sąsiad ożenił się i wyprowadził. Mnie również nie ma już w Zelowie.

I gdy myślę o tym mieście, to przypomina mi się widok z mojego okna nocą, skąd widać na ulicy palącą się latarnię. Kiedyś tyle przez nią beczałem, bo była tak niezmienna i tak bardzo chciałem coś z nią zrobić, by już jej nie było za oknem. I już jej nie widzę. Dlatego gdy wracam, cieszę się, że nadał oświetla drogę.

Był taki czas, ze codziennie budziłem się w tym samym miejscu przez tysiąc dni.