#430

Nie potrafię na to spojrzeć z odpowiednim dystansem. Albo tu, albo tam jestem zbyt nieobecny, ale wciąż wracam, jakbym zapomnieć nie potrafił. Choć chyba tak naprawdę jeszcze nie próbowałem po dobroci. Cieszy mnie to, że nie jestem sam, że coś się dzieje, coś, czego nie jestem w stanie przewidzieć. To ten element losowy, który czasem we mnie trafia, choć mnie nie dotyka osobiście, widzę tylko ślady. Jednak i one wystarczą, bym z jednej myśli zrobił użytek. Żałuję, ale skoro zacząłem, to i skończyłem. Chciałem zobaczyć jak będzie i było dobrze, bo nie spowodowałem lawiny. I nadal wzrusza mnie uparcie i skrycie, choć brak w tym miejscu mej szczerości, która zgubiłem, chcąc zapomnieć. Każde słowo męczyłem tutaj, i jest niezgrabne, niepodobne i niezważone, czyli powstało bez sensu i wpadło tylko po to, bym mógł przywiązać jeszcze trochę. To nić, coraz dłuższa i twardsza, choć i bardziej krucha. Bez zrozumienia, bez zgody, za to z pełną premedytacją, z nadziei choć bez niej.

Odszedłbym stąd, bo tutaj tlą się emocje. Gdybym dolał benzyny, wybuchł by pożar.

Wracam do Warszawy o 6:00, i na pewno będę szybszy niż cień, który mnie goni, gdy rzucam się na słońce.

#429

Za szybko mija mi czas w domu, a chciałbym go tutaj mieć jak najwięcej. Tyle z narzekania na dziś.

Przyjechałem w piątek wieczorem, Renat nie zawiodła. Uwielbiam nią podróżować, jeszcze nie wiem dlaczego, nie potrafię tego określić, ale czuję, że do niej pasuję. Chyba jak każdy facet, lubię samochody, podobają mi się, lubię o nich rozmawiać i bardzo cieszyłem się, gdy kupowałem swój pierwszy. Wybór był trochę przypadkowy, ale gdy wracałem nią do domu, była już Renatą, a nie Renault 5. Mógłbym tak długo opowiadać, wie o tym Natalia i moi bracia. Innych raczej nie zanudzam, bo wiem, że nie zrozumieją. Często wydaje mi się, że tutaj również za wiele o niej piszę, ale w końcu to fajny samochód i coś co sprawia mi radość, więc nie mógłbym jej przemilczeć.

Przywiozłem ze sobą swoje gadżety, coś co zajmuje mi czas. Mam tutaj dwa maczki, trochę kabelków, telefony, i aparat. Trochę rzeczy zostawiłem w mieszkaniu w innym mieście. Zabrałem książkę i płyty. Zastanawiam się jak ze wszystkim zdążyć i jak mogę dobrze wykorzystać czas tutaj. Nie położę się wcześnie, bo mi go szkoda, ale za to rano zawsze wstaję za późno. Włączyłem komputer, ten duży, bo lubię, gdy szumi wieczorem, brakuje mi tylko lampki na biurku, które ukryłaby w mroku większą część pustego pokoju. Ale już jutro ją kupię.

Jeżdżę do Bełchatowa, do Natalii. Ma ona w swoim małym pokoju, małą choinkę z mnóstwem kolorowych i migających lampek. Odkąd pamiętam, stała u niej na święta. Uwielbiam na nią patrzeć, bo czuję, że przekazuje ciepło i pozytywną energię, która zawsze się przydaje.

#428

Jeszcze tylko półtorej godziny i zaczynam wolne. Oczywiście w biurze nie ma już nikogo. Spoglądam przez okno na Pole Mokotowskie, obserwuję Warszawiaków, którzy spieszą się do domu, przeglądam strony i popijam herbatę świąteczną z dodatkiem skórki pomarańczy, cynamonu, płatków róży oraz migdałów. Fuj niedobrą, ale nazwa mnie skusiła, i mam za swoje. W tym roku, to pierwsze świąteczne rozczarowanie ;] Chociaż trzeba jej przyznać, że ładnie pachnie.

Wczoraj byłem odebrać prezent dla mamy, który zamówiłem przez internet w byłej księgarni, która obecnie jest sklepem – merlin.pl. Wydawało mi się, że oszczędzę dzięki temu trochę czasu. Poza tym, nie lubię chodzić po centrach handlowych, gdy wiem, że muszę, a na dodatek jest tłoczno. Niestety kolejka do odbioru była tak długo, że ludzie stali kilkanaście metrów przed wejściem, przez co, mój chytry plan szlag trafił. Na dodatek, kupowałem rzeczy, wiedząc, że w empiku są tańsze, ale cóż, za komfort się płaci – choćby odmrożonymi uszami ;)

Teraz pozostaje mi tylko dotrzeć do Renaty, upewnić się że pali i gdy tę pewność zdobędę, spakuję się i odjadę stąd na tydzień.

#427

Pół roku temu miałem napisać dlaczego na ipodzie mam tylko Gentlemana, ale to był już czas, gdy zmieniałem repertuar i w konsekwencji nie napisałem nic. Jednak coś mnie dziś ponownie ku niemu pchnęło i przypomniała mi się wiosna. Mimo, że bardzo lubię przedświąteczny czas i święta, zatęskniłem za majem i chyba byłbym skłonny oddać za niego dwa najbliższe tygodnie.

Słucham świątecznych utworów Diany Krall, ale nie czuję jeszcze ich ciepła. W mojej głowie w tej chwili jest maj i gra Gentlemana.

A w pracy? Hm. Gdy przychodzę na jedenastą i kończę o dziewiętnastej, jakoś wolniej płynie czas. Dwie ostatnie godziny, gdy nie ma już w biurze prawie nikogo, po prostu często się nudzę i to chyba jest w tej popołudniowej zmianie najgorsze. Czytam blogi, popijam herbatę, sprawdzam czy nie ma nowych zgłoszeń dotyczących awarii. I szczerze powiedziawszy, mimo iż nie mam nic konkretnego do zrobienia, to chyba nie lubię gdy wieczorem coś wpada. Burzy to porządek, do którego się przyzwyczaiłem. Ponadto, gdy wieczorem jest cisza, wiem iż opuszczam firmę, gdyż nic się nie działo i nie byłem potrzebny. Wychodzę spokojny.

#426

Udało mi się wywalczyć urlop przed świętami i już cieszę się na myśl o przygotowaniach do nich, które zaczęły się definitywnie w ten weekend, gdy byłem w domu.

Ostatni tydzień, jak każdy tutaj, szybko mi mija, nie planuję czasu, niewiele udaje mi się zrobić, spędzam go lekko. Brakuje mi tylko trochę słońca, ciepła w powietrzu i zieleni. Pamiętam jak pod koniec kwietnia jeździłem na rolkach po Polu Mokotowskim i byłem oszołomiony zielenią, która wówczas wybuchła. Miasto wydawało mi się wówczas bardziej przytulne, mniejsze i otwarte. Teraz nie wychylam nosa z pokoju.

Dla odmiany, gdy tylko mogę objeżdżam Zelów na rolkach, nawet gdy trzaska mróz. Nie wiem, czego szukam, kogo chcę spotkać, jakie miejsca chcę sobie przypomnieć. Nie wiem. Lubię spokój, który odnajduję i melancholię, w którą wówczas wpadam. Myślę o ścieżkach, które wydeptałem, które przecinają się ze ścieżkami osób, które znałem, wydeptanymi w innym czasie. Zostawiam ślady, prawie niewidoczne. Wystarczy tylko nie chcieć, by ich nie dostrzec.

#425

Pierwszy raz prawie udało mi się spóźnić na pociąg. Mimo iż wyszedłem z pracy wcześniej, na dworcu, na przystanku autobusowym byłem minutę przed dziewiętnastą. Minutę przed odjazdem pociągu. Gdybym powiedział sobie, jak zawsze powtarzam, że nie warto biec i narażać się na śmiech, spóźniłbym się. Dałem jednak ostro w palnik i przebiegłem cały Dworzec Zachodni (jedno z najbrzydszych miejsc jakie widziałem). Dodatkowo miałem ze sobą pudło ważące ponad 10 kg, więc gdy wpadłem do pociągu przez dobre pół godziny nie mogłem złapać tchu.

A wszystko przez korki. Takiego jak w piątek nie przewidziałem, a przecież powinienem, bo mieszkam tu już od jakiegoś czasu. Niestety coś się pozmieniało ostatnio, bo gdy wczoraj i dziś jechałem rano do pracy, to tworzyły się one znacznie wcześniej niż kilka tygodni temu i moja podróż wydłużyła się do około 40 minut. Niech szlag trafi to miasto i wszystkich kierowców, co je korkują – pomijając mnie. Ja na ogól korkuję je w piątek, gdy jest już totalnie nieprzejezdne.

W Poznaniu byłem około 23. Podróż jak zwykle się dłużyła, na szczęście w przeciwieństwie do poprzednich wyjazdów do Poznania i w przeciwieństwie do ulic stolicy, w pociągu nie było tłoku, zapewne większość podróżnych utknęła w korkach w drodze na dworzec. Miałem miejsce w przedziale z turystami wracającymi z Peru. Wrażenie zrobiła na mnie przewodniczka, która średnio raz w miesiącu odwiedza różne zakątki świata. Przyjemnie było posłuchać jej opowieści.

Weekend spędziłem z Natalią, spacerowaliśmy, dużo rozmawialiśmy, śmialiśmy się, odwiedziliśmy kino. Udało mi się również odwiedzić iSpota i porozmawiać z kolegami.

#424

W tym tygodniu niewiele czasu spędziłem w swoim pokoju, nie zapaliłem świeczki, nie słuchałem muzyki. Po prostu, często mnie w nim nie było.

W poniedziałek i w czwartek po pracy byłem u Piotrka w garażu. Przywracaliśmy do życie jedną z jego piątek. Udało się ją odpalić, choć nie była odpalana od dwóch lat. Udało nam się ustalić przyczynę braku prądu i poprawić mocowanie rozrusznika. Teraz trzeba ją poskładać do kupu, zregenerować gaźnik i go wyregulować i będzie można tym potworem pojeździć po mieście.

Poza tym, za 40 minut wychodzę z pracy, wsiadam w autobus i jadę na dworzec, a stamtąd do Poznania.