#413

Nie uda mi się jutro szybko wyjechać z Warszawy. Już dziś po południu miasto było starannie zablokowane przez wracających do domu Warszawiaków. Przygotowuję się na bardzo długie stanie w korkach. Kupiłem już prowiant i płyny. Spieszył się nie będę, bo i tak nie wygram z tysiącami samochodów, które jutro wywiozą stąd, jak sądzę, większość tego miasta. Renata pewnie też da radę, choć bardzo nie lubi bezruch na drodze. A może powtórzy się sytuacja z niedzieli, gdy na wjeździe do Warszawy nie było korków. Po raz pierwszy odkąd pamiętam. Sam się wówczas zdziwiłem, jak bardzo mnie to ucieszyło. Dziś cieszę się na myśl o drodze.

Motoryzacyjnie

Dzik, takiego nicka używa mój kolega z pracy. Dzik ma pięć samochodów. Wszystkie marki Renault. Ma Renault Clio II Sport, Renault 5 GTE oraz trzy Renault 5 GTT.

Pierwszy nazywa dupowozem, bo jest najnowszy i nie wymaga żadnego nakładu pracy. Pali zawsze i można nim jechać po części do piątek. Ma 175 koni mechanicznych (KM) więc jest to naprawdę szybki wóz.

Wersja GTT Renault 5 to model sportowy z silnikiem 1,4l oraz z turbo sprężarką. Silnik osiąga moc około 120KM. Ma fabrycznie wzmocnione zawieszenie oraz układ napędowy. Ponadto ma tarcze hamulcowe z tyłu, co pozwala na pewne wyhamowanie rozpędzonego pojazdu. Dzik ma trzy takie, w różnych kolorach – czarnym, srebrnym oraz czerwonym.

Wersja GTE Renault 5 to fabrycznie model z silnikiem 1,7l z wielopunktowym wtryskiem paliwa, bez turbo sprężarki, co sprawia, że jest znacznie mniej kapryśny od swojego mocniejszego brata. Ma 94 KM. Dzik wyjął ten silnik i zastąpił go silnikiem 2.0l z Renault Megane o mocy 160KM. W tej chwili jest na etapie programowania nowego komputera do tego silnika, który będzie współpracował z turbosprężarką, która zostanie niedługo zamontowana. Samochód będzie miał wówczas około 220KM. Samochód wygląda oszołamiająco. Lakier to niebieski metalik (oryginalny), przy czym dach pomalowany jest na biało. Ponadto na masce namalowany jest biały pas, ukośny. Samochód stoi na piętnastocalowych, stalowych, szerokich felgach, które pochodzą z Renault 19. Podoba mi się, strasznie.

Podoba mi się również dźwięk jaki wydaje Ducati, więc kupię sobie takie.

Za daleko od domu

Pozmieniało mi się ostatnio. Już nie mam ochoty nigdzie wyjeżdżać. Gdy czytam blogi ludzi, którzy pracują za granicą, to nie potrafię ich już zrozumieć. Może i mógłbym pracować w Singapurze, ale to jednak dla mnie za daleko. Norwegia, też nie jest za blisko, choć ładnie tam jest w maju. Polska nie jest moim domem, nie jest nim również Zelów, choć to ważne miejsce. Moim domem jest rodzina, i to do niej miałbym za daleko.

Dziwnie mi tutaj samemu, w Warszawie. Nie mam tu tożsamości, nie potrafię się odnaleźć. Mógłbym tu żyć, nauczyłbym się tego, ale wole moje łąki, leśne ścieżki i Zelów nocą. Nie potrzebuję wyjeżdżać daleko i odcinać się od miejsca, w którym się wychowałem. Po co odcinać się od korzeni? Po co emigrować i nigdzie nie mieć domu? Lub nazywać nim mieszkanie w mieście, marne, jakiekolwiek by nie było. Ja mam już dom i nie mam zamiaru go opuszczać, tylko go powiększę.

Bo najważniejsza jest rodziną, reszta jest niczym. Tak teraz myślę. W życiu jest czas na to by się realizować i wyjechać, i jest czas na to by wrócić. Bo łączą nas te same uczucia i emocje. Miałem wielu znajomych, i pewnie nadal by mnie poznali, ale im się już nie chce. Powyjeżdżali, kupili telefony komórkowe, by się od ludzi odsunąć. I ja zrobiłem podobnie. Nikt mnie nie szuka i nikt się mną nie interesuje, poza rodziną i Natalią. Tylko oni wiedzą gdzie jestem i co robię. Oni i czasem ty, gdy zechcę napisać… pamiętniku.

W rabarbar

Tydzień temu byłem w Poznaniu, malowałem pokój Natalii. Dziś jestem w Zelowie i przed chwilą wróciłem z rolek. Ostatnio jeździłem na nich dwa tygodnie temu. Teraz siedzę w moim pokoju, który nadal jest, jak dla mnie, za wysoki, ale wystarczyło położyć ładny chodnik na podłodze, by zrobiło się przytulniej. Pachnie waniliowy odświeżacz, szumi stary komputer Natalii, który przywiozłem jakiś czas temu do siebie, ocalając przed wyrzuceniem. To dzięki niemu się poznaliśmy, to z niego słuchałem jej muzyki gdy byłem u niej, i to przy jego szumie zasypiałem tuląc się do niej.

Jutro wracam do pokoju w Warszawie, białego, ten tutaj mam zielony. Renata transportuje mnie dzielnie z jednego miejsca w drugie. Mimo, że to tylko dwie godziny stąd, często wydaje mi się, że muszę przekroczyć ocean.

Tak uparcie

Nie piszę o marzeniach, bo boję się, że mógłbym zapeszyć, choć przesądny nie jestem. Niektóre z nich są przyziemne i to o tych najprościej pisać, do nich najczęściej się wraca i to je najprościej zrealizować ale najszybciej się o nich zapomina. Z czasem mogą wydać się śmieszne i tanie, ale to dzięki nim mamy nadzieję, że osiągniemy więcej. Dlatego trzeba realizować je konsekwentnie.

Zdmuchując świeczkę na torcie życzyłem sobie, by spełniło się jedno z moich marzeń. Inne niż wszystkie, bardzo konkretne, choć niewymierne. Boję się, że tego jednego nigdy nie spełnię.

Ostatnio przeczytałem Norwegian Wood – Haruki Murakami.
Ostatnio wróciłem do Coldplay.

Z niejasną przyczyną tu piszę, bo widzę i dziwię się, że tak uparcie. Chciałbym, aby to nie miało znaczenia, ale myślę i wiatr niesie. Nic się niestety nie zmieniło na szczęście. Ważę, słowa sprawdzam i gdzieś duszę w sobie.

Aby się stało

Jan Twardowski

Aby się stało

Gwiazdy by ciemniej było
smutek by stale dreptał
oczy po prostu by kochać
choć z zamkniętymi oczami

wiara by czasem nie wierzyć
rozpacz by więcej wiedzieć
i jeszcze ból by nie myśleć
tylko z innymi przetrwać

koniec by nigdy nie kończyć
czas by utracić bliskich
łzy by chodziły parami
śmierć aby wszystko się stało
pomiędzy światem a nami