szum szeptu

Mój pokój na poddaszu jest przytulny, mimo, iż Warszawa jest taka zimna. Czasami rano nie mam ochoty go opuszczać. Najchętniej wówczas włączyłbym odkurzanie, położył się w którymś kącie, zwinął się w kłębek, i w pół śnie mieszał rzeczywistość i fikcję.

Zawsze mnie fascynował ten dźwięk, który można usłyszeć wcześnie rano, najczęściej gdy dopiero wschodzi słońce, jesienią, zimą i na wiosnę, zawsze wówczas, gdy grzejnik oddaje ciepło. Słychać wówczas ciche piszczenie, prawie jak szum. Dla niego często rano budzę się, otwieram oczy i nasłuchuję. Działa on na mnie usypiająco, więc zasypiam przerażony tym, że wkrótce będzie trzeba obudzić się na dłużej i nie tylko po to, by zasnąć.

Nie widziałem się z Natalią od trzech tygodni. Jutro wracam do domu.

Jesienne wieczory

To był udany dzień, choć nie pozmywałem rano po śniadaniu, choć bałagan zostawiłem po sobie wychodząc do pracy. Lubię myśleć, że zmiany nadchodzą małymi kroczkami, takimi jakie poczyniłem dziś. To nie był idealny dzień, ale jednak miło mnie zaskoczył, co być może wynikało z tego, że nie oczekiwałem od niego zbyt wiele. Mam nadzieję, że jednak był on lepszy niż poprzednie, i że kolejne będą nie gorsze od tego.

Kupiłem toster, bo Warszawskie pieczywo jest niejadalne.

Po powrocie z pracy w moim pokoju pachniało jesiennym spokojem.

Słucham Diany Krall.

Jest przytulnie.

Przypadkiem

Po tak długiej przerwie trudno cokolwiek napisać. Spędziłem w Warszawie samotny weekend. Obijałem się i nic ponad to. Strasznie szkoda mi tych niezaplanowanych dni, zwłaszcza w niedzielę wieczorem. Jutro wszystko wróci do rytmu. Czyli praca, zakupy i trochę czasu, który starczy na głębszy oddech przed snem.

Renata jedzie jutro do mechanika. To jedyna interesująca rzecz jaka jutro może się wydarzyć. Jest oczywiście praca, która zaskakuje, ale czasami jest nieznośnie monotonna. Cieszę się na myśl o tym, że za kilka dni samochód będzie w lepszym stanie.

Trudno mi uwierzyć, że ten tydzień może być inny od pozostałych.

Jakiś rok temu napisałem tutaj, że jesień przyszła po cichu. W tym roku zrobiła to z hukiem, wyraźnie ją poczułem, zaskoczyła mnie i przywołała kolejną porcją wspomnień. Przedzieram się przez życie i trwonię czas. Ile razy pisałem, że z tym już koniec? Chyba zbyt wiele, by napisać to raz jeszcze.

Codziennie czekam na koniec tygodnia. Na coś, co nie zdarza się co dzień. A gdy taki dzień nadchodzi nie wiem, co mam robić, paraliżuje mnie i tylko czekam chwili, gdy będę mógł zasnąć słuchając szumu wydobywającego się z odkurzacza. I dziś tak jest. Kilka razy próbowałem coś napisać na blogu, ale za każdym razem ogarniała mnie niemoc i kasowałem po kilku słowach swoją notkę.

Już 15 września, tyle się wydarzyło od mojego ostatniego wpisu tutaj, a ja wspomnę tylko o tym, że dwa tygodnie temu, weekend spędziłem z Natalią. Tydzień temu bylem w Zelowie i grałem prawie całe popołudnie w Quake z Michałem. Poza tym dni są podobne, bo nie umiem nic zrobić dobrze. Codziennie się potykam, robię uniki i idę na skróty.