Ostry dyżur

Przedwczoraj – w piątek zastanawiałem się, czy dobrze zrobiłem kupując bilet do domu, do Zelowa. Powody mego zwątpienia są teraz dla mnie niejasne. Dużo było w nich emocji, które teraz opadły. Myślałem coś o tym, że będę mógł się wyspać w sobotę, że będę miał cały dzień dla siebie, i myślałem o kilku innych mniej istotnych sprawach. Jednak pojechałem i gdy dziś postawiłem z powrotem nogę w Warszawie, zastanawiałem się, jak to możliwe, że wątpiłem. To przychodzi falami. Są przypływy i odpływy. Gdy tu jestem zastanawia się, czy powinienem jechać tam. Gdy jestem tam, trudno mi wyobrazić swoje życie tutaj. I gdy w końcu tu jestem, nie potrafię od razu wejść w swoją codzienność. Byłem w domu. Jadąc tam widziałem miejsca, które kiedyś widywałem często. Dziś, choć nadal je pamiętam, żyją już poza mną. A wydawało mi się, że przestały istnieć. Mocno uderzają, gdy widzę ich zmiany. Wówczas kolejne skrawki moje rzeczywistości staje się wspomnieniem.

Mimo wszystko, nie umiem tu żyć. Mimo tego, że spędziłem tu już tyle czasu, zgromadziłem w otaczającej mnie przestrzeni, wszystko, co wydawało mi się niezbędne, nie umiem się odnaleźć. Bo elementy tej układanki nie pasują do siebie. Jestem rozczarowany tyloma szczegółami. Wyglądam miejsc, które mnie otaczają. Mikroklimatem, który jest mi nieprzyjazny. W Poznaniu było inaczej. Trafiłem w swój czas, w dobre miejsce. Powietrze było lepsze, więcej miałem siły, codzienność smakował i mimo, że jeździłem na rolkach, czułem, że robię coś istotnego. Układanka mi nie pasuje. Nie umiem jej ułożyć z elementów, które mam. Choć teoretycznie, mam lepsze niż miałem. Chciałbym czuć każdego dnia, że robię coś istotnego, a wydaje mi się, iż kolejne dni, które przychodzą jedne za drugim, nie różnią się od siebie. Czuję, że wszystko zatrzymało się, gdy tu przyjechałem. Ogarnia mnie smutek, bo czas przecieka mi przez palce. Bo oglądam Ostry dyżur, serial, który był tłem wielu wydarzeń…

Noce porachunki

Zawsze późno w nocy, czuję ogromny potencjał. Mogę tyle zrobić, tak wiele planuję, a rano, gdy się obudzę, ledwo udaje mi się ściągnąć z łóżka i nocne postanowienia szlag bierze, bo nawet nie chce mi się zrobić śniadania. Nic mi się wówczas nie chce i najchętniej poszedłbym spać. Tak jest teraz, tyle planów, tak piękne perspektywy, ale doświadczenie uczy, że ciężko będzie jutro cokolwiek zrealizować z tego, co dziś postanowiłem.
Minął kolejny weekend, nie zrobiłem wiele. A przecież, jedynie co mnie ogranicza, to własne wyobraźnia. Jednak chyba jest coś jeszcze. Wstyd się przyznać, to ogromny leń. Jest beznadziejny, ale zbyt często wygrywa ze mną. Jest go potwornie świadom i to również potrafi zniszczyć moją motywację, bo nauczony doświadczeniem, często zgarniam plany do szuflady, przypuszczając, co się z nimi stanie, gdy zderzą się z moją codziennością – leniem, co każe zasnąć.
Mam tyle do zrobienia, a tak mało czasu, chwil, takich jak teraz, gdy potrafię przemóc swoją niemoc. Muszę nauczyć się grać na gitarze, nauczyć się hiszpańskiego, być najlepszym w tym co robię. Tyle do zrobienia, a tak mało czasu, bo takiego mam lenia.

Kropka w kropkę

W sobotę byłem w teatrze, na „sztuce” – Testosteron. Grają ją już od kilku lat i jest to podobno hit Waszawy. Kropka w kropę, to co w filmie, ale bardziej kameralnie. To raczej sztuka, którą ogląda się tylko raz, lekka i bardzo dobra na sobotni wieczór. Byłem z Michałem, więc miałem darmowe wejście.

 

W niedzielę obejrzałem Fight Club, bo był wysoko na TOP 100 świata, ale nie zachwycił mnie. Nie lubię brudnych filmów o byle jakich ludziach. Poza tym, był mało autentyczny. W poniedziałek obejrzałem Juno. Bardzo dobry film, przyjemny dla oka, dla ucha i gra na emocjach. Trochę nie pasuje do tego, co teraz można obejrzeć w kinach, bo jest ciepły. Wczoraj zrobiłem sobie powtórkę „Bliżej” Podobał mi się, gdy oglądałem go po raz pierwszy, jakieś dwa lata temu. Trochę inaczej zapamiętałem zakończenie, bo było lepsze, niż to które obejrzałem. Film o miłości, smutny, ale bardzo prawdziwy.

 

Poza tym, codziennie praca, nigdy nie pomyślałem, że nie chcę tam iść. Z czasem wydaje mi się, że coraz bardziej ją lubię. Poznałem lepiej swoje środowisko i obowiązki. To taka praca, że można zostać pracoholikiem. Robię to co lubię. Jestem władcą kawałka cyberprzestrzeni. Królem wirtualnego świata.

Obrys księżyca

Pamiętam jak w sierpniu siedziałem na tym dywanie, na środku pokoju i patrzyłem się w niebo przez okno w dachu. Pokój był pusty, a ja nie czułem się na swoim miejscu, byłem sam. Grały mi w głowie słowa – mojej pierwszej, wielkiej i wspaniałej miłości. Było wówczas gorąco.

 

10 miesięcy temu byłem w Poznaniu i jeździłem na rolkach. Trochę czasu zmarnowałem. Polubiłem to miasto, było magicznie. Nauczyłem się kilku piosenek, kilka melodii wyryło się w mych wspomnieniach.

 

Minęła jesień i zima. Pokój zapełnił się drobiazgami. Nauczyłem go siebie, porozstawiałem się po kontach. Chciałbym już nie spoglądać wstecz.