Ostatnia notka

Coś się zmienia. Dostrzegam kolory stolicy. Jednak nie mieszkam na pustyni. Wystarczyło sprawdzić, co kryje się za płotem. I jeszcze jedna obserwacja. Dopiero niedawno to sobie uświadomiłem. Pudła, które przywędrowały za mną z Poznania, nadal stoją nierozpakowane, a przecież jestem tu już półtora miesiąca. Tam, rozpakowałem się zaraz po przyjeździe, tego samego dnia zrobiłem kolację, a na drugi dzień, czułem się prawie jak u siebie. Półtorej miesiąca później, Natalia wyjechała do Norwegii, a za kolejne półtora, ja wyjechałem z Poznania. Najdziwniejsze jest jednak to, że pierwszą kolację, którą sam zrobiłem w Warszawie, zjadłem wczoraj.

Zaczynam żyć. Chyba przestaje boleć.
Idzie na burzę, idzie na deszcz.

Moje miejsce pracy

Moje miejsce pracy

A to mojej miejsce pracy. W centrum Warszawy, z widokiem na niebo. Mój PowerMac, mój pecet i telefony. Na szczęście tylko jeden dzwoni. Kubeczek po herbacie i bałagan. No i jeden monitor, ale inteligentnie podłączony do dwóch komputerów. Gdy spoglądam w prawo, mam widok na park, jeszcze pełen zieleni. Przed sobą mam Metro Politechnika, a za nim Rondo Jazy Polskiej i dziewczynę na plakacie…

SerwerowniaSerwerownia

A to już serwerownia. Tylko wybrańcy mają tu wstęp. Stadko serwerów, nad którymi trzeba trzymać pieczę. Jeżeli nie ma mnie przy biurku, to na pewno siedzę tutaj.

X&Y

Gdybym mógł cofnąć czas, nie wahałbym się. Ale nie mogę i muszę pogodzić się tym, co się stało, choć jest to trudne. W poniedziałek dostałem od Ciebie SMSa z pytaniem, co u mnie. Napisałem, że nawet nie wiesz, iż do Warszawy jeżdżę autobusem i dostałem odpowiedź, że Ci nie powiedziałem. Zabawne, bo jak mogłem? Przecież nawet nie chciałaś ze mną rozmawiać. I choć powinienem odpisać, nie zrobiłem tego, bo pomyślałem, że jest to dobra moment, abyś za mną zatęskniła. Zamilkłem w nadziei, iż Ci mnie zabraknie i zaczniesz myśleć o tym, co straciłaś. Taki był plan.

Chciałem, abyś była zaniepokojona i pomyślała, co ze mną. Cały wtorek nie odpisywałem, ale dziś chciałem usłyszeć Twój głos i wybrałem numer. I rozmawialiśmy ponad 40 minut. Brakowało mi tego, ale przecież nie jestem Twoją miłością, więc pożegnanie było smutne. Chciałbym Cię słyszeć cały czas, móc dzwonić rano, po południu i wieczorem, a powiedziałaś, abym zadzwonił za tydzień. I chciałbym Ci odpowiedzieć, że już nie zadzwonię, ale boli i wiem, że tak szybko nie przejdzie, więc zapewne przyczołgam się jak zbite zwierzę za kilka dni. Chciałbym aby ktoś mnie uratował i aby to co było, przestało się liczyć, bo bolisz mnie, niezmiennie.

Słucham Coldplay, płyty X&Y. Jest ciepła i gdy brzmi uśmiecham się, bo poznałem swoją miłość. Bo mam pracę, która daje satysfakcję i pozwala się rozwijać. I mimo tego, że Cię straciłem, wierzę, że teraz będzie tylko lepiej, bo nie popełnię już tych samych błędów…

Ale wciąż zadaję sobie pytanie, jak to się stało, że to, co miałobyś na zawsze, rozpadło się jak domek z kart? Dlaczego oddałbym wszystko, by cofnąć czas, a Tobie już nie zależy? Czyżby dla mnie to uczucie znaczyło więcej? Tak, mam do Ciebie pretensje i wciąż nie mogę uwierzyć. Widocznie mojej miłości trzeba unikać, przynajmniej tej, przez którą piszę, bo gdy zaczynam, ona odchodzi.

I mimo wszystko, gdy wracałem dziś do mieszkania, pomyślałem tak…

Natalia – Cześć, odezwij się, chciałabym spełnić Twoje marzenie.
Łukasz – Mam tylko jedno.
Natalia – Już. Spełniło się.
Mama Łukasza – Natalko, Łukasz miał wypadek, rozbił się na motocyklu. Już go nie boli…

Tak, masz rację, zachowuję się jak dziecko. Przepraszam.

W jak Wilk

Tak, skończyły się galaretki… w piątek. A później był powrót do domu, samochodem, który przywiózł mi rower. Będę mógł teraz rozbijać się po stolicy jednośladem, wieczorami. I może będzie tak łatwo i przyjemnie jak to brzmi tutaj. Choć przypuszczam, że rzeczywistość brutalnie zweryfikuje moje wyobrażenia, ale może też okazać się, że jest inaczej, ale nie gorzej niż myślałem, że będzie.

Czas w domu tak szybko mi ucieka. W piątek wieczorem były roki, bo jakże bez nich bym mógł spędzić tydzień. Byłem na nich wszędzie, z jednego końca miasta jeździłem w drugi. Szybko, ale uważnie. Później długo siedziałem przed komputerem i tak skończył się ten dzień. W sobotę obudził mnie dźwięk odkurzacza. Leżałem w łóżku, wsłuchując się w tę melodię. Było mi błogo, bo nic nie musiałem. Gdy po południu zaczął padać deszcz, jeździłem samochodem – sam, bez celu, po okolicy. Wypełniałem wolne chwile drobnymi przyjemnościami, których na co dzień, w Warszawie mi brakuje. Widziałem miejsca, które się nie zmieniły, i które nie zmienią się przez następne kilkadziesiąt lat. Które będą trwały nawet, gdy mnie już nie będzie. I wówczas poczułem ukłucie własnej, bezgranicznej samotności, w która się wpędziłem.

Dlatego, gdy dziś jechałem do Warszawy, napisałem wiadomość w telefonie – Cześć, mam na imię Łukasz. Czy masz ochotę popisać? I podałem go dziewczynie siedzącej przede mną. I tak pisaliśmy do siebie, do końca, podając sobie telefon. Bo nieśmiały jestem. Bo potrzebuje tylko jednej osoby – aby wypełnić nią życie.

Kołysanka

Czasami wydaje mi się, że mógłbym stać się snem. To jedno zmrużenie oczu. Bo są takie dni, że boję się swojego smutku. Powinienem już zacząć się uśmiechać, a tymczasem nauczyłem się jedynie krępować ludzi swym spojrzeniem. Takiego mnie nie poznała, bo przy niej było mi dobrze. I cieszę się na myśl, że już wkrótce będę mógł położyć głowę na łóżku i zapomnieć. Ale tylko do rana, do chwili, gdy zbudzi mnie słońce i znów będę musiał uczyć się oddychać bez niej.

Bezgranicznej samotności…

Nosiłem go przez cały sierpień ze sobą, codziennie z nim zasypiałem, był świadkiem mojego dramatu. Dziś już bez niego. I nastała chwila zadumy nad tym, co zmienił w moim życiu. Będę pamiętał ten miesiąc i chwilę, gdy w szpitalu powiedziano mi, iż złamałem rękę. To był przedostatni dzień lipca. Nie miałem komu odpowiedzieć tej historii, więc zapiszę ją tutaj. Może trochę emocji ocalę od zapomnienia.

Postanowiłem po raz ostatni pojeździć na rolkach po Poznaniu. Dziwne, ale chyba zakochałem się w tym mieście. Bardzo brakuje mi Placu Wolności i miejsc, po których jeździłem wieczorami. To była droga, codzienna przygoda, której nie zrozumie nikt, bo takie chwile trzeba poczuć na własnej skórze. Zostałem sam, i przytuliło mnie to miasto, dając schronienie mej wyobraźni. I w ten ostatni dzień, zapomniałem ochraniaczy, po raz pierwszy. I jeżdżąć żegnałem się z każdym miejscem, bo nie miałem już po co wracać, a przecież myślałem, że zostanę tu na zawsze, a jednak myliłem się. Później upadłem, nie pierwszy raz, ale teraz jakoś bardziej zabolało. Pomyślałem, że mam już dość i chcę wrócić, jak wracałem po każdym pobijaniu się. Tym razem jednak, jadąc tramwajem, moją Pestką, nagle zrobiło mi się gorąco, a obraz przed oczami zaczął wirować, ale dałem radę i nie zemdlałem, bo przecież, aż tak bardzo nie bolało. Pomyślałem tylko, że ten ból tak szybko nie przejdzie. Wróciłem do mieszkania, na Osiedlu Przyjaźni… na którym długo mieszkała Natalia. Położyłem się, bo łudziłem się, iż sen mi pomoże, ale tak się nie stało. Po przebudzeniu bolało nadal i nie mogłem ruszyć nadgarstkiem. Zostałem z jedną ręką – lewą. Zostałem sam, bo Natalia już nie odbierała telefonów, przestało jej zależeć. Stało się to już wcześniej, ale jakoś udawało mi się o tym nie myśleć i nie dzwonić, bo przecież długo było dobrze, więc dlaczego miałbym nie dać rady, będąc sam. Ale w końcu mi jej zabrakło. W ten dzień, gdy to się stało, powiedziała mi, abym na siebie uważał, a ja odpowiedziałem jej, że nie będę. Odpowiedziałem tak, bo już jej przy mnie nie było.

Była godzina 22. Następnego dnia, o godzinie 11 miałem pociąg do Warszawy. Tymczasem, nawet nie zabrałem się za pakowanie swoich rzeczy, a o 8 miał wprowadzić się nowy lokator do pokoju. Założyłem bluzę, tą samą, którą kupiłem z Natalią i wyszedłem szukać szpitala. Zaczepiłem ludzi, który podali mi numer na pogotowie. Tam powiedziano mi, gdzie mogę szukać pomocy. W szpitalu spotkałem parę. Przesympatyczną. Ona w ciąży, a on do lekarza. Czekali długo, a mimo to potrafili się uśmiechać, cieszyli się swoim towarzystwem. A ja byłem sam. Trudno to wszystko opisać używając tylko słów, nadal nie potrafię, a z czasem zapomnę jak to było. Skierowano mnie na prześwietlenie, a później powiedziano, że trzeba będzie założyć gips. I tak też się stało. Pierwszy raz w życiu miałem coś złamane. Siedziałem na krześle i patrzyłem niedowierzając, jak moją rękę pokrywają kolejne warstwy gipsu. Wyszedłem ze szpitala, nie mogąc założyć bluzy, bo nagle stała się za mała na moją grubą rękę. Zadzwoniłem po taksówkę, bo było około północy. Poszedłem spać nastawiając budzik na wczesną godzinę, bo rano wiele pracy miałem. Nie zapomnę tego uczucia, gdy rano obudziłem nie czując ręki, tylko jakiś zimny przedmiot. I tak miałem zasypiać przez kolejne 32 noce – cały sierpień. Na początku nie potrafiłem nic zrobić, pakowałem się w pośpiechu, przenosząc rzeczy do innego pokoju. Pakowałem duży plecak, który musiałem jakoś zabrać ze sobą do nowego miasta. Zdążyłem jeszcze ostatni raz odwiedzić iSpota, moje dotychczasowe miejsce pracy. A później był pociąg i tak zostawiłem MÓJ Poznań. Tyle wspomnień, tych z Natalią, gdy po raz pierwszy tu przyjechałem i wspomnień, gdy zaczynałem tu życie, nie tak dawno temu, zaledwie cztery miesiące. Wydaje mi się, że od tego czasu minęły już całe wieki. Pamiętam mieszkanie na Osiedlu Zwycięstwa, Adama i Agnieszkę i neon Poznań Plaza, który co noc przypominał mi gdzie jestem.

Gips, był chwilą w moim życiu, ale był ze mną, gdy wszystko się rozpadło.

Z widokiem na niebo

Jak co piątek, wróciłem do domu. Przez Bełchatów, który zawsze przypomina mi o Tobie. Lubię wracać w miejsce, w które tak bardzo wrosłem. Gdy mieszkałem w Poznaniu, było inaczej, trochę mniej tęskniłem i samotność nie bolała tak bardzo. Pamiętam przyjazd do Ciebie, gdy zaczęłaś studia w tym mieście. Pamiętam Coldplay – X&Y, całą płytę. I nie mogę teraz spokojnie o tym myśleć, bo łzy napływają mi do oczu i ciężko złapać powietrze. Na szczęście w domu nagrałem odkurzacz, raz jeszcze. Teraz podczas sprzątania. Będę miał czego słuchać zasypiając. Ten dźwięk skutecznie mnie znieczula. Ponadto, mam mnóstwo muzyki, która wypełni ciszę…

Musiałem dziś wrócić do Warszawy, a nie lubię, bo nie mam po co. Zostawiłem coś bardzo cennego gdzie indziej… Teraz wymyślam różne głupie zadania, by nie paść na łóżko, by nie przespać całego dnia. Choć tak naprawdę, na nic innego nie mam ochoty, bo nadal bardzo tęsknię. Czekanie nie jest łatwe, ale lepiej tak, niż zostać bez nadziei, bo wówczas nawet zasnać nie można. Wczoraj dostałem do Ciebie SMSa i zadzwoniłem. Dobrze było słyszeć Twój głos w słuchawce. Dziś już nie odebrałaś, trochę jednak zabolało, ale rozumiem. A chciałem Cię zapytać, czy zechciałabyś, przyjechać do mnie, by powłóczyć się przez weekend po Warszawie. By pospacerować ze rękę i pouśmiechać się do siebie. Mogę być przyjacielem.

Wczoraj i przedwczoraj jeździłem na rolkach. Uprosiłem mamę, aby mi je oddała. Wiem, nierozważny jestem. Wiem, jak bardzo się bała, ale ciężko bez nich nie myśleć o tym, jak bardzo głupi byłem. One sprawiają, że zapominam. Musiałem uważać na siebie. Musiałem bo obiecałem, że nic już siebie nie zrobię. I jeździłem…

A jutro kupię pięć galaretek…