W pewną sobotę…

Przepraszam, że jestem ostatnio nieznośny. Chyba wystraszyłem się, obserwując nauczycielki humanistki. Mam nadzieję, że to nie kierunek studiów determinuje osobowość. Moim ideałem jest kobieta renesansu. Inteligentna i błyskotliwa, interesująca się różnymi dziedzinami życia, a nie ograniczająca swojego światopoglądu, bo tak. Pisząca wiersza, ale i potrafiąca naprawić komputer lub choćby żelazko. Teraz i za 30 lat.

Powinna być ode mnie inteligętniejsza, bardziej konsekwentna i mądrze stanowcza. Chciałbym by myślała o tym, co jutro…

By nie była tylko humanistką, ale by była dobrym człowiekiem.

Bo wnętrze człowieka jest najważniejsze. Czasami trzeba chwili, by je dostrzec, często jednak wymalowane jest ono na twarzy. Moje oczy mówią o mnie, że jestem zmęczony i mam nadzieję, że nic więcej nikomu innemu, nie uda się z nich wyczytać.

Poukładane i dobre, ale nie zamknięte, nieograniczone, takie powinno ono być, to wnętrze. Bez agresji, przytulne, takiego szukam. Mówiłem Ci o nim w pewną sobotę.

Chciałbym by nigdy, przenigdy, nie przyszło Ci na myśl zostać tylko humanistką. Świat jest zbyt piękny, by płynąć z prądem.

Pamiętaj o ćwiczeniach. Nie dla mnie. Ja tylko chciałbym nie pamiętać za Ciebie.

Bądź… nie dla mnie. Dla siebie.