i nie waż się…

To jest jakiś koszmar Karolino. Musisz wiedzieć, że nie miałem Cię na liście kontaktów przez długi czas. W czwartek Cię dodałem, w pracy mi się nudziło…

Nie zapomniałem gdzie szukać, niestety. A koszmar jest mój, dla mnie i tylko z mojej winy. Sam się o to proszę. Dobrze, że gdzieś tam jesteś, źle, że o tym nie mogę zapomnieć.

Wciąż jestem głupim, naiwnym i nieodpowiedzialnym przebierańcem, co udowodniłem sobie cytując zbyt wiele. Żałuję. Tobie za złe mam tylko jedno, że nie potrafisz powiedzieć mi jakim palantem jestem.

Kilka lat temu cierpiałem bo byłem sam, dziś cierpię, bo krzywdzę swój brak samotności. Nie chcę więcej, choć potwornie trudne wydaje się teraz zapomnienie. Po raz kolejny tłumaczę sobie, że to, co mnie ku Ciebie ciągnie, nie ma sensu, że to absurd, pomyłka. I na szczęście, czasami w to wierzę.

Cieszę się, że potrafiłaś ułożyć mnie na półce z ikonami.

A jeżeli jeszcze raz napiszesz, kiedykolwiek, że chcesz już nie boleć, to Cię, za przeproszeniem, w dupę kopnę. Gdyby zdało mi się, że jesteś tylko draśnięciem nie podchodziłbym do fontanny… Chciałem się mocno skaleczyć, dziękuję. A za wyrzuty sumienia przepraszam. To już pięć lat…

Wybacz mi, że po raz kolejny usunę Cię z listy kontaktów, ale inaczej nie potrafię. Nie odpisuj. Jeżeli naprawdę chcesz mi coś powiedzieć, coś co nie sprawi Ci przykrości, nie dzwoń, nie przychodź, nieważne.

***
kamieniem polnym
w bezkresie oceanu
westchnieniem
na bycia rozstaju
drogą ciernistą
słowem
co w rzewność przemienia
przyszłość, nadzieję, marzenia

i nie waż się nawet uśmiechnąć!