Czasami wydaje mi się, że jestem aniołem

Dlaczego tak przyspieszył nagle czas? Czy tylko mną on tak gardzi? Nie mogę znieść myśli o tym, że z każdym dniem uciekają mi bezcenne godziny. Niedawno był 1 listopada, dziś już 1 grudnia. Jedno moje zmrużenie oczu. Pamiętam rok 2002, w którym zacząłem przesiadywać w kawiarence, w którym pojechałem z Karoliną do Działoszyna, gdzie dałem jej świecącą bransoletkę. Dziś pozostało kilkadziesiąt dni do roku 2006. Tyle przez ten czas straciłem wspomnień. Zapomniałem, o której godzinie skakałem przez płot do niej we wakacje 2001, zapomniałem jak smakował ból skaleczonych dłoni, i zapomniałem jak wielkie targały mną emocje. Pozostał tylko ślad po czymś, co teraz wydaje mi się utraconym pięknem, a przecież wówczas było piekielną męczarnią.

Prawie zapomniałem o tym, że widziałem ją przed wakacjami 2001 wracając z koncertu Jacka Kaczmarskiego w Domu Kultury w Zelowie. Boli mnie świadomość tego, że coraz mniej szczegółów z tamtych lat potrafię sobie przypomnieć.

Przez to pisanie wspomnień o niej, zaczynam za dużo myśleć o tym, co było i popadam w melancholię, szkodliwą, ponieważ godzinami wsłuchuję się w wycie odkurzacza. Zagłuszam codzienność, odpływam wędrując po świecie, którego już nie ma, bo zabił go czas.

Usprawiedliwię się przed sobą. Nie tęsknię za nią, ale za jej wspomnieniem. Za wspomnieniem, które zawsze jej przy mnie towarzyszy. Dlatego jest groźna, dlatego dla mnie – śmiertelnie niebezpieczna.