W poszukiwaniu zachodzącego słońca

Minął tydzień, może trochę ponad. We wtorek, w dzień dziecka byłem u Natalii. W piątek pojechaliśmy na wycieczkę rowerową, oj działo się działo. W sobotę basen. W niedzielę Natalia uczyła się cały dzień… Nie jechałem do Bełchatowa. Rozbijałem się samochodem po okolicy. Dziś – środa, nie otworzyłem kawiarenki po południu, przyjechała Natalia. Odwiozłem ją do domu. Po powrocie jeździłem z Grześkiem samochodem po drogach i bezdrożach. Nie ma lepszej zabawy niż jazda po nieznanych lasach i polnych drogach w nocy. Przejechaliśmy 200 km.

Dwa lata temu, miałem 20 lat, tyle ile ma teraz Karolina. Wówczas jeździłem z Grześkiem samochodem… tym samym, czerwonym.

Dwa lata temu, Karolina zabrała mnie ze sobą… na dwa dni. Dwa lata temu, miała osiemnastkę. Dwa lata temu, odzywała się do mnie, choć już wówczas wiele było między nami pozorów. Miałem o niej nie myśleć, ale otoczyłem się tyloma rzeczami, które mi ją przypominają. Dziś znalazłem w szufladzie zdjęcia z sylwestra w Bieszczadach i kopertę zaadresowaną do mnie. Kurwa jebana jego mać.

Jutro Boże Ciało, czwartek – wolne.

Gdziekolwiek jestem

A więc już czerwiec. Minął weekend, minął poniedziałek. Wiele się wydarzyło, za wiele bym zdołał opisać choć jedną tysięczną z tego, co się wówczas działo.

Piątek – pojechałem po Marka do Łodzi, a później z nim do Piotrkowa do WKU. Po południu, tradycyjnie, Bełchatów. Poszliśmy z Natalią do kina na Rok diabła. Później spacer i wieczorem powrót autobusem do domu. To jedna tysięczna tego co się wydarzyło… Dziś bez emocji, zachowam je dla siebie, nie na długo, bo wkrótce zastąpią je inne. Nie potrafię wykrztusić więcej.

Sobota – sprzątanie domu, i inne równie przyziemne sprawy. Po południe – osiemnastka na Wawszkowiźnie. Szybka ewakuacja z Natalią do Zelowa. Zapamiętam te dni, wszystkie, każda minutę spędzoną z nią, gdzieś obok ludzi. Zapamiętam światło latarni pośród drewnianych domków i drzew. Spacery, wspólne ucieczki i ludzi – wciąż nowych. Muzykę i eteryczność czasu unoszącego się ponad tym, co się wówczas działo. Zapamiętam intymność, zapach, dotyk, pocałunek.

Niedziela – światło pukające w okno mojego pokoju. Niepokój i wczesna pobudka. Męczące jazda do Łodzi… i z powrotem. Mam dwa tygodnie do końca świata. Kolejne dwa, tym razem ostatnie, jak zawsze. Popołudnie – Natalia uczy się jeździć samochodem. Wizyta na Patykach. Później romantyczna kolacja złożona z niezdrowego jedzenia w łóżku, w książkach, zeszytach i podręcznikach.

Dziś – Słodkie lenistwo. Zasypiałem, nie wiem dlaczego. Na dworze gorące powietrze. Popołudnie w kawiarence. Już ponad dwa lata tam siedzę. Po niej, rozmowa z Grześkiem. Łzy w oczach. Zachłyśnięcie się życiem. Niezwykła lekkość i niewyobrażalne szczęście. Jestem szczęśliwym człowiekiem.

Wtorek – już dziś.