Śladami bezdomnych mrówek

Dziś śniła mi się Karolina, choć od taka dawna staram się o niej nie myśleć. Nie myśleć o tym, że „wyciągniętej ręce musi odpowiadać jakaś inna, z zewnątrz, skądinąd”. Śniło mi się, że jedziemy razem autobusem, że ja stoję, staram się jej nie zauważać, a ona mówi bym usiadł obok niej. Siadam, milczymy… kładę głowę na jej udach, głaska mnie, wówczas się budzę.

Będę ćwiczył charakter, zapomnę, lub przestanę o niej myśleć. Niech tylko mi się już nie śni.

Nie pisałem przez jakiś czas – kilka miesięcy. Tyle się przez ten czas wydarzyło. Co zapamiętam z tego, czego nie potrafię sobie już przypomnieć? Powtarzam się? Może czas znów zatoczył pętlę?

Wszystko ma swój czas i swoje miejsce

Chyba nadal potrzebuję dziennika. Po prostu, by indeksować słowami dni. Od dawna chciałem coś napisać. Na przykład to, że tydzień temu jeździłem w nocy z Grześkiem – samochodem. Byłem u Natalii. Że później z Grześkiem pojechaliśmy na zwałowiska, na punkt widokowy. A przed nami puste ulice, chłodna i przejrzysta noc. I tak jakby poczułem, że życie jest piękne, i że jest proste, że wszystko mam na wyciągnięcie ręki. To było tydzień temu, w środku tygodnia. Trudno byłoby opisać szczęścia tamtej chwili, dlatego nawet nie będę się starał tego uczynić.

A dziś. Złożyłem dokumenty na studia – dzienne. Tak dla formalności, bym nie miał sobie nic do zarzucenia. Poza tym, czuję na całym ciele jak przemija czas, jak spływają po mnie łzy.