alchemia uczuć

Gdy macham rekami i miotem się jak szaleniec, znaczy to tyle, że coś mnie wzruszyło, dotknęło i boli. Rękami wzbudzam powietrze, którym osuszyć chcę łzy, a resztą ciała pragnę obezwładnić wyobraźnię.

Przeczytałem „Noc w Lizbonie”, na głos, byś słyszała. Chwilami przerywałem, bo głos mi się łamał, a litery zlewały się w jedną… Nie powinienem czytać takich książek, nie mogę. Później wyszedłem na spacer i wszystko straciłem.

To były cudowne święta. Dziękuję Karolino.

Złodziej czasu

Czytając wszystkie swoje notki od kwietnia, które tu umieściłem, nie znalazłem w nich czegokolwiek co mogłoby cię mi przybliżyć… Wpisy są jednowymiarowe, mdłe, bo bardzo do siebie podobne. Chciałbym pisać wierszem… Cóż, nie mam sensu prowadzić tego dziennika dłużej. Nie spełnił on swojej roli. Jeżeli zechcesz wszystko przeczytać i dobrniesz do końca, należą cię się kwiaty. Wiele mam sobie do zarzucenia, ale jednak coś zyskałem. Uwolniłem się od złudniej nadziej. Tyle czasu potrzebowałem, by zrozumieć, że błądziłem.

Dziś Wigilia, trochę mi źle, a trochę może lepiej. Czekam na ciebie… Jeżeli napiszę, że będę czekał przez całe życie, odejdziesz. Zastanawiam się kim będzie mężczyzna którego pokochasz, któremu oddasz swoje serce i dla którego poświęcisz swój czas.

A we mnie coś pęka, coś się kończy. Dlaczego tak bardzo bardzo cię lubię? Nie wierzę, że to się zmieni. Nie wierzę w to, że kiedykolwiek mogłoby być inaczej. Dostrzegam swój błąd, chyba za bardzo mi zależy. Zbyt wiele uwagi poświęcam tobie. Ale czy to naprawdę źle? Tęsknię.

Bywa, że tęsknię do nieprzytomności. To jest wówczas, gdy nie chcę otwierać rano oczu, bo wiem, że nadchodząca rzeczywistość nie przyniesie ciebie, a jedynie mnóstwo wspomnień. Gdy widzę parę, która trzyma się za ręce, natychmiast dopadnie mnie ta przerażająca pustka i ten niezmierzony smutek. Do nieprzytomności, to znaczy tak długo aż cierpiąc nie zasnę skulony, zwijając się z bólu, nie mogąc złapać tchu, w środku najpiękniejszego dnia. A gdy się już obudzę, nie pragnę niczego innego niż zasnąć ponownie. Do nieprzytomności, to znaczy do chwili aż świat nie zgaśnie. I tak co dzień, milion razy na chwilę. Do czas aż nie spuchnie sumienie i nie da dłużej.

Bo to jest Miłość

Boli. Obudziłem się i nie chciałem sprawdzać nowych wiadomości. Bałem się. Jednak ciekawość zwycieżyła i mam za swoje. Należy ci się kopniak w kostkę. Dlaczego miedzy nami zawsze jest tyle goryczy? Odpisałem coś… ale ty już jesteś w drodze do babci. Wrócisz dopiero w niedzielę.

Wczoraj chciałem byś przeczytała to co tu piszę. Zrezygnowałem z tego, ale dziś od rana ponownie ta myśl nie daje mi spokoju. Gdy wrócisz oddam ci ten dziennik. Możesz go nie czytać. Po prostu nie mam już siły z tobą walczyć, jak zawsze, gdy potraktujesz mnie w ten sposób okrutny. Jakby nic się nie zmieniło.

Gdy napiszę – pora zakończyć całą tą farsę – ty natychmiast pochwycisz myśl i powiesz – Tak to było głupie i bez sensu. Taki wybryk, który nie miał nigdy szans. – Wiec piszę – Jesteś całym moim życiem i nie widzę w nim sensu innego niż ty.

Wierzę, że nam się uda.

Ale co ja teraz zrobię? Tyle dni bez ciebie, a na dodatek to twoje pożegnanie… Chciałbym cię za nie znienawidzić.

Wesoły świąt i szczęśliwego Nowego Roku, Karolino.

Chyba już więcej nic nie napiszę.

Nasze gadu gadu

Włączyłem GG.

Dostałem dwie wiadomości… od ciebie.
- Wybrałeś porę najgorszą z możliwych.
- Spędźmy razem sylwestra, nie chcę być sama.

Co ty ze mną robisz? Byłem już w połowie drogi do twojego domu. Przyszła mi przed chwilą jednak myśl, że źle zrobiłem zawracając. Może mógłbym zasnąć przy tobie. Ale nie, to byłoby za proste, prawda?

Renifery Pana Boga

Śmieszna sprawa, Karolino. Miałem dziś wcześniej położyć się spać, a wyszedłem na spacer. Podkusiło mnie by przejść obok twojego domu. Pierwszy raz od nie pamiętam ilu miesięcy. Wówczas zobaczyłem światełko w twoim pokoju. Przeskoczyłem przez płot. Zapukałem… Zobaczyłem twoją twarz, którą widziałem po raz ostatni… czyżby we wakacje? Jak ten czas nam zleciał. Prowadziłaś przez telefon jakąś bardzo ważną rozmowę. Kazałaś zaczekać, a ja odpowiedziałem… zaczekam. I co? Uciekłem. Nie zatrzymałaś mnie, nie zapraszając do środka. Nie zatrzymałaś mnie, zamykając okno. Nie zatrzymałaś mnie, zasłaniając żaluzje. Smutno mi było, spłoszyłem się. Pozostały mi to po tej przygodzie skaleczone, ale leciutko, ręce. Dobry masz płot, ale on mnie nie powstrzyma. Chyba nawet chciałem poczuć rany, by przypomnieć sobie co czułem we wakacje dwa lata temu, gdy podobnie się skaleczyłem. Wówczas dogoniłaś mnie rowerem i wręczyłaś swój tomik poezji. A ja płakałem…

Spalam tu całą poezję. Okradam poetów z ich oryginalności, nawet w tej chwili. Dziś miałem ochotę skasować wszystkie te puste opisy. Chciałem zacząć wszystko od nowa. Nie wiem czy to egoizm, czy też doświadczenie nie pozwoliło.

Nic teraz nie czuję, nie jest mi smutno, ani też wesoło. A przecież wczoraj tańczyłem w kawiarence. Nie wspomniałem ci o tym, tańczyłem. Będzie mi wkrótce przeraźliwie źle. I znowu nie będę miał sił by się podnieść, by otworzyć oczy i się obudzić. Tylko mama zauważy – Synku, dlaczego jesteś smutny?

Gdy uciekałem od ciebie, powtarzałem na głos – Nie jedź. Nie jedź. Nie jedź. – Bałem się ze zechcesz mnie gonić, choć niczego innego wówczas bardziej nie chciałem. Czułem jednak, że dziś mnie zostawisz. A teraz włączę GG…

Dlaczego tak pierdolę sobie życie? Kto mnie wyciągnął, i z jakiej bajki?

Lubię cię bardziej niż troszeczkę…

Zapomniałem jeszcze wspomnieć o tym, jak bardzo byłem szczęśliwy gdy mi dziś pomachałaś. Moi koledzy mogli to odczuć. Zupełnie straciłem głowę. Jednemu zapomniałem oddać plecak, który miał w bagażniku, a drugiego prawie nie odwiozłem do domu. Niczego bardziej nie pragnę niż tego, bym w końcu nauczył się z tobą rozmawiać. Byśmy dyskutowali o wszystkim, i aby nam czasu nie brakowało na nasze pogawędki.

Będę tupał. Ja chcę zobaczyć cię w bieliźnie, którą dziś kupiłaś. Chcę przy tobie zasnąć i nie obudzić się już nigdy, jeżeli miałbym przeżyć resztę życia bez ciebie. Chcę twojego ciała, bym mógł poznać cud miłości. Chcę popatrzeć w twoje oczy i widzieć w nich swoje odbicie. Chcę twoich uśmiechów i spojrzeń, bym nie mógł przestać o tobie myśleć. Chcę twoich słów i myśli, bym nie umarł z głodu. Potrzebuję cię do życia, jak nikt inny, nikogo innego, nigdy wcześniej.

Tęsknię za tobą. Tęsknię jak diabli.

„W imię twoje”

„Brakuje mi ciebie jak diabli” to Twoje słowa. Zapisuję je tutaj, bym zawsze miał je pod ręką, bo ciepło mi od nich. Tak bardzo chciałem je od ciebie usłyszeć, i w końcu się na nie doczekałem. Jednak smutno mi bo czuję, że przesadziłem, że niepotrzebnie nalegałem na spotkanie. Że tym co zrobiłem zniszczyłem to na co przez długi czas pracowałem. Mam nadzieję, że mi to przejdzie, bo ta myśl nie będzie dawała mi spokoju przez święta. Jeszcze jutro będziesz w domu, a później jedziesz do babci. Chciałbym coś zrobić do tego czasy. Coś, ale nie wiem jeszcze co. Chciałbym móc się do ciebie przytulić.

Mój zmył ciebie dziś mnie nie zawiódł. Wracając z Łodzi, z uczelni, w Łasku zauważyłem wasz samochód. Wasz, czyli twojej rodziny. Specjalnie tak wolno jechałem. Chciałem upewnić się, że w tym samochodzie jedziesz ty. Pomachałaś mi nawet, gdy nas wyprzedzałyście. Nas, czyli mnie i moich kolegów wracających ze szkoły. Wybacz, że tak rozpamiętuję każdą chwilę, ale te w których pojawisz się w moim życiu ty, są bezcenne. Nigdy nie chciałbym o nich zapomnieć, a ten dziennik, wydaje mi się, że powinien mi w tym pomóc.

No i znalazłem do Ciebie bałwanka z uszami. Niestety nie wiem jak ci go włożyć pod choinkę. Będę się musiał nad tym poważnie zastanowić.

Zaraz znikam do kawiarenki. Coś mnie ciągnie ku tobie, mimo, że przeraźliwie boję się kolejnej rozmowy. Rozmowy, w której powiem za wiele, a ty skwitujesz to niejednoznacznie negatywnie. I nie zasnę już przez świaęta, a może nawet przez cały rok. Będę czekał aż czas wyleczy rany które ci zadałem, bym mógł zacząć wszystko od nowa.

464 słowa

Złapałem… Pomówiłem trochę jako maciek i jest mi źle. Niedbale piszę, popełniam mnóstwo literówek, a na dodatek nie potrafiłem cię zainteresować rozmową. Może teraz zechcesz mnie unikać, a chciałem sprawić byś dla mnie włączała GG. Nic z tego, to nie takie proste. Ale marzenia są przyjemne. Jednak za często im się oddaje. Kiedyś na pewno rzeczywistość tak mnie rozczaruję, że się nie podniosę. Dziwne jest jednak to, że czułem jakbyś przez ten czas, przez który cię nie było, mnie nie opuszczała. Teraz byłaś dostępna na GG. Czyżbyś wiedziała, że przeszedłem z tobą pomówić, przywitać się i nacieszyć twoją obecnością? Nie, to na pewno tylko zbieg okoliczności. Jednak ja już wszystko robię zdając się na któryś ze zmysłów. Mam chyba nawet taki jeden, który pomaga mi się zorientować kiedy cię zobaczę.

Dowiedziałem się, że planujesz sylwestra w Bieszczadach. Że twoja babcia mieszka na Podlasiu, i że twoja mama uczyła się w Białymstoku. Powiedziałaś mi także, gdzie spędziłaś ubiegłorocznego sylwestra. Zapytałem o to, ponieważ byłem ciekaw, gdzie się bawiłaś gdy Twoja siostra składała mi życzenia, również od ciebie, na placu w Zelowie.

Coraz częściej dobija się do mnie myśl, że jednak do siebie nie pasujemy. Ty musisz być ciągle w ruchy, ja również chyba bym potrafił tak żyć, jednak czasami cię nie rozumiem. Czasami drażni mnie twoje zachowanie, które, mimo iż spędziłem przy Tobie niewiele czasu, poznałem nadzwyczaj dobrze. To ta nieznośna maniera kiedy wypierasz się miłości. Mówisz, że jesteś złą kobietą, i że będziesz sama. I nie potrafię ci udowodnić, że nie masz racji, i że wszystko będzie dobrze. Chciałbym cię wówczas mocno przytulić i nie puszczać aż ci nie przejdzie. Boję się tych chwil, lecz one niestety towarzyszą każdemu naszemu spotkaniu.

I jest jeszcze coś co skłania mnie do wniosków, że będziemy musieli przeżyć nasze życia bez siebie. Aspekt materialny. Nie mam ambicji, a to niestety nie wróży nam dobrze. Nie chciałbym zmarnować ci życia, a wiem, że nie będziesz szczęśliwa nie mogąc podróżować. Może jednak uda mi się coś w życiu osiągnąć. Najpierw jednak muszę dostać się na studiu. Moje wymarzone, dzienne. Czy ja ci już wspominałem, że chcę zdawać na geografię? Chcę zdawać i chcę zdać. Egzamin pisemny, bądź ustny tylko z geografii, a więc jeżeli wezmę się za naukę to będę miał jakieś szanse. Muszę podbudować ambicję. Dla Ciebie. Dla nas. A dlaczego geografia? Ponieważ studiować chciałbym to co mnie interesuje. Naprawdę. Teraz mogę śmiało stwierdzić, że wiem czego chcę. Filozofia była przejawem buntu, wybrykiem. Plany studiowania matematyki, w tej chwili, wydają mi się przejawem poczucia humoru. Chciałem sobie nimi udowodnić, że może jednak, wbrew sobie, polubię liczby.

Gdy wczoraj patrzyłem w oczy tej dziewczynie, mógłbym tak patrzeć w nieskończoność, bo myślałem o Tobie. O tym, dlaczego nawet w takiej chwili, myślę o Karolinie. Smutne to, bo nie wróży mi dobrze.

Przedświąteczna krzątanina

Wróciłaś. W końcu dałaś znak życia. Przez dwa tygodnie cię nie było. Teraz będę miał dylemat, czy powinienem się do ciebie odezwać jako ja, czy może jako Maciek. Będę wychodził często do kawiarenki, by być jak najdłużej na GG. Mam nadzieję, że się spotkamy i porozmawiamy choć chwilę. A może powinienem przestać tutaj pisać o tym jak bardzo tęsknie i jak bardzo cię kocham, może lepiej zachować to dla siebie. Zastanawiam się jak kochają inni, czy też tak niespokojnie jak ja?

Wczoraj był piątek, byłem w Bełchatowie. Nic się nie wydarzyło, nieswojo się czułem. Było mnóstwo ludzi, przez co naszła mnie po raz kolejny ta sama refleksja, że nie pasuję tam, że jestem za stary… Nie spotkałem tej dziewczyny, o której posiałem ci przy okazji poprzedniego wypadu. Ech, chyba nie powinienem pisać o niej wcale. Spotkałem za to inna. Na pewno niepotrzebnie o tym wspominam. Dlaczego okres godowy człowieka trwa cały rok? Łukaszu, nieładnie. Nic się nie wydarzyło, tylko popatrzeliśmy sobie w oczy, troszeczkę, przez chwilę.

Od jakiegoś czasu w domu mam wielkie sprzątanie. Dziś od rana również. Jeszcze słyszę, że ktoś się krząta po domu z odkurzaczem, ale chyba to już końcówka. Teraz zacznie się krzątanina w kuchni. Niestety nie bardzo umiem cokolwiek upiec, usmażyć, czy też ugotować, więc bym tam tylko zawadzał. Chyba pójdę do kawiarenki, a jakże. Będę łapał z tobą kontakt.

Więc idę.

No nie, ten blog mnie dobije. Znow nie działa! Dodam później…

Wszędzie jest środek nieba!

Głupio mi teraz, po tym co napisałem. Będę budził w tobie współczucie, a przecież to nie ja na nie zasługuję. Napisałem również, że święta będę ciepłe… teraz te słowa brzmią jak żart, a przecież gdy je pisałem, wiedziałem jak będzie naprawdę. Zakłamany jestem. Miałem ochotę dziś stąd uciec, nie wracać do domu choćby na noc. Ale jak na złość, dziś było wyjątkowo zimno, podczas gdy wczorajszej nocy było na tle ciepło, że stopniał śnieg. Głupio i abstrakcyjnie to wszystko brzmi, nawet dla mnie, ale chyba czas najwyższy przestać chować głowę w piasek. Za łatwo daję zwieść się pozorom. Za łatwo wyżebrać u mnie przebaczenie.

Tęsknię za tobą. Chciałem ci kupić na gwiazdkę bałwanka z uszami, o którego prosiłaś, ale jedynego jakiego znalazłem ktoś kupił przede mną. Ale będę szukał dalej i dostaniesz go. Zastanawiałem się nad narysowaniem dla ciebie takowego, ale niestety nie mam zdolności plastycznych. Chciałem także postawić ci bałwanka przed oknem twojego pokoju, ale mogłabyś mnie zobaczyć. Poza tym nie wiem czy byłby śnieg. No i masz psa i sąsiadów.

A teraz pozwól że odpocznę. Zamknę oczy i nie otworzę ich aż do rana. Zmęczony jestem. Dobranoc.