sto pięćdziesiąt

Boli… ale to przejdzie. Zawsze przechodzi. Chciałem cię zaprosić dziś na Przystanek Woodstock do kina. Chciałem i nawet zaprosiłem, ale ciebie nie było… wracałaś z andrzejkowych wojaży. Nawet zadzwoniłem do twojego domu. To było wyzwanie…

Po powrocie z kina dostałem od ciebie wiadomość i uśmiech. I cieszył bym się z niego jak małe dziecko z upragnionej zabawki, ale… Maciek, czyli też ja, dostał całusa, za to że się tylko uśmiechnął. Poczułem się nagle jak ostatnia fajtłapa. To smutne, że tak to rozpamiętuje, bo to są szczegóły, ale dziś mam smutny dzień.

To całe kino pojawiło się w mojej głowie spontanicznie. Na uczelni, gdzie dziś rano miałem zajęcia, znalazłem repertuar pewnego niewielkiego kina. Postanowiłem zaryzykować… zdać się na bieg zdarzeń. Niestety, czasami rozbijamy sobie głowę o betonowy mór na który, ów bieg zdarzeń nas rzucił. Dziś nie mogło być inaczej. Poza tym, ty ten film już widziałaś.

Ostatnio… „Jawa się we mnie ze snem plącze, a przestrzeń z czasem” i brakuje mi słów tej drugiej osoby… przytul, ukochaj. Słów, których jeszcze nigdy nie słyszałem.

Matko mojego dziecka

Gdzież ty się podziewasz? Jedyny mój kontakt z Tobą to internet. Chciałbym być bliżej, ale nie chcę cię stracić.

„… widzę Cię w skali moich doznań, jakżeż widzieć cię inaczej?”

I nie mogę nawet powiedzieć jak bardzo tęsknię, i jak bardzo cię kocham, bo obrazisz się i odejdziesz. Dziś bawisz się zapewne gdzieś na Andrzejkach, ale dobrze że nie wiem… Nie chcę wiedzieć zbyt wiele, ponieważ wówczas jednak boli to, że nie mogę być blisko ciebie. Nie mogę zasnąć i dręczą mnie myśli o uśmiechach, których nie zobaczę.

Bo ja tak naprawdę chyba nie chcę z tobą być. Czuję, a ty zapewne już o tym wiesz, że by się nam nie udało… Dlatego gonię za tobą, ale wcale nie chcę cię złapać. Nie traktuj moich słów jako broni przeciwko mnie, ponieważ nie jestem ze sobą pogodzony. Bo gdyby tylko nam się udało, byłbym najszczęśliwszym człowiekiem na świecie.

Kocham, po tysiąckroć kocham cię, Karolino.

Cokolwiek innego

Chyba będę do Ciebie pisał do końca życia, a to ze strachu przed odrzuceniem. Może to i lepiej, choć wątpię bym wytrwał. Na pewno kiedyś pokusie mnie, by podesłać Ci adres tego dziennika po raz drugi. I chciałbym byś, jeżeli nie masz zamiaru czytać „moich pretensji”, nie czytała dalej.

Zrozumiem, jeżeli nie zadzwonisz. W ogóle nic nie zrobisz. Zamkniesz okno… i wrócisz do swojego życia. Ubzdurałem sobie, że pisząc do Ciebie, zapracuję na Twoją miłość. Ale to chyba za mało, prawda? W ten sposób nie zdołam nas utrzymać. Poza tym… świat z tego miejsca wygląda zupełnie inaczej. Gdybym choć więcej i częściej pisał. Tak, bym zalał Cię słowami z pod których nie wydostałabyś się przez kilka dni.

Właściwie pisać jest najłatwiej. Trudniej zrobić cokolwiek innego. Na pewno Tobie milej myślałoby się o przyszłości ze mną, jeżeli w każdej z wcześniejszych notek znajdowałabyś informacja o moim sukcesie, o zdobytych nagrodach i wyróżnieniach. A tymczasem ja wciąż piszę o tęsknocie, smutku i bólu.

Ty, mały człowiek i ja

Dobry wieczór.

Zupełnie nie wiem co mnie mnie ostatnio napadło, że tak powiem. Dziwne rzeczy wypisywałem. Jedyne czego jestem w tej chwili pewien, to to, że były one prawdziwe. Więc niech zostaną, nie usunę ich.

Dziś po raz kolejny rozmawiałem z Tobą na GG. Jako Maciek i jako ja. Cieszę się, że mnie jeszcze nie zdemaskowałaś, ale coraz bardziej obawiam się Twojego gniewu. Zastanawiam się, jak daleko mogę się posunąć.

Mówiłaś, że chcesz mieć dziecko. Trochę mnie to martwi, bo i ja chcę je mieć, ale tylko z Tobą. Pytałaś mnie, co będę nadal pewny naszej przyszłości, gdy będziesz je miała z innym mężczyzną? Będę jej pewny. Mówiłem Ci już o tym, a może i nawet pisałem. Mogłabyś spać co noc z innym mężczyzną, a ja i tak kochałbym Cię tylko mocniej. Musiałbym jedynie być pewnym Twojej miłości. I nieważne kto byłby ojcem dziecka. Najważniejsze, że Ty byłabyś jego matką.

No, ale nie spiesz się z robieniem tego dzidziusia. Bo jeszcze na to za wcześnie. Naprawdę. I mimo, że to być może Twoje największe marzenie, to pomyśl o jego przyszłości. Choć… ja właściwie mogę już iść do pracy. Ten tego, nie żebym coś sugerował :D

Ale głupoty wypisuję, prawda? Nie śmiej się proszę.

Te smutne dni

Są chyba sprawy, o których nie powinienem tu wspominać. O niech chcę się jak najszybciej zapomnieć. Nie wiesz, jak się w tej chwili czuję, a ja nie potrafię Ci tego opisać. Strasznie boli. Bez emocji na pewno moje słowa będą wydawały się śmieszne i groteskowe. Szkoda. Zdarzają się takie dni gdy nie chce mi się żyć. Przez to, że ludzie mówili mi, że podobny jestem do człowieka, którego nazywałem kiedyś ojcem. Wówczas było to słowa miłe, bo mój tata był dla mnie wielkim człowiekiem. Byłem mały. Później zacząłem dostrzegać, że faktycznie, mam coś z nim wspólnego. Dziś niczego bardziej nie pragnę, niżby okazało się, że zostałem adoptowany. Z obrzydzeniem zauważam u siebie gesty, cechy charakteru, a nawet sposób wysławiania się, jak u ojca. Nie potrafię spojrzeć w lustro, bo tak jestem do niego podobny.

Czy to kiedyś przestanie boleć? A może… póki jeszcze rozróżniam dobro i zło, powinienem odebrać sobie życie? Wyświadczył bym przysługę otoczeniu. Tobie. Może teraz jeszcze nie jestem groźny, ale jeżeli kiedykolwiek, ktokolwiek ma cierpieć, jak cierpi teraz moja rodzina z powodu ojca, to nie wybaczyłbym sobie, że jednak postanowiłem żyć. Kiedy zacznę się staczać? A może już zacząłem, skoro myślę o śmierci.

„Ten kto życia nie ceni, nie wart go.”

A ja je kocham, za to, że jest tak cudownie zmienne i nieprzewidywalne. Za to szczęście, które gdy tylko się pojawi, wypełnia cały mój świat, i za to, że gdy się uśmiechałem, robiłem to szczerze. Za niezliczone chwile, w których byłem niewyobrażalnie szczęśliwy. Za truskawki, i za „słońce na którym rosną gerbery”

Po co ja Ci o tym piszę? Nie docenisz tego, albo nie zrozumiesz. A mi brakuje kobiety. Bliskiej, która powiedziałaby mi w takiej chwili. Łukaszu, kocham Cię. Przytuliłaby. Po prostu była. Zabrała żyletki, tabletki na sen i pozwoliła zasnąc przy sobie. Którą mówiłaby mi o tym ile dzieci będziemy mieli i o tym, w jak wielkim domu zamieszkamy. Dziś leżałbym jej na kolanach, uśmiechał się do niej, i nie smuciłbym się wcale.

nocne podróże

Byłem dziś jeszcze na zwałowiskach, na kopalni w Bełchatowie. Niby nic, a tyle sprawiła mi ta podróż radości. Na dworze mróz i zimy wiatr. Ludzi nie widać. Puste ulice. Zabiorę Cię tam w taką nic jak dziś, bezchmurną, gdy księżyc będzie w pełni. Przytulę Cię, i będę do Ciebie mówił, lub też nie. Co zechcesz. Gdy wracałem do domu, przejeżdżałem obok Wawszkowizny, i przypomniał mi się dzień z czerwca dwa lata temu. Była wówczas jakaś duża impreza, grały na niej Wilki. Przywitałem się i odpowiedziałem na Twoje pytanie – czym przyjechałem. Taki banał, a pamiętam. Odszedłem, i już Cię w ten dzień nie zobaczyłem. Nie wiedziałem, że jeszcze przed nami tyle wspólnych chwil. Że spędzimy razem sylwestra, i że dwa lata później będę uśmiechał się do Ciebie w Twoim pokoju. Tak bardzo bym chciał, aby takich chwil było więcej, by to nie był koniec.

Śmiesznie żyję, Karolino. Spaceruję nocą po mieście, lub chodzę po cmentarzu i mówię do siebie. Czasami czuję się nienajgorzej, a czasami tak bardzo mi Ciebie brakuje.

słońce na którym rosną gerbery

Nieczęsto w moim życiu goszczą kobieta, dlatego wspomniałem o tym dziewczynach, które poznałem w Bełchatowie. Nie potrafię pisać o Was, dlatego moje słowa były tak żenujące. Choć może i nie tylko słowa o Was takie są. Trochę mi głupio, że zabieram się za pisanie, skoro nie mam wprawy. Ale dobrze, dziś chciałem napisać ostatnią notkę w tym dzienniku. Wydałem się sobie nad wyraz śmieszny, a do tego miałem okazję pomówić z Tobą przez chwilę na GG. Nagle zapragnąłem zacząć wszystko od nowa. Tyle, że taka zmiana na pewno nie dokona się w ciągu jednego wieczoru, o ile dokona się w ogóle. Jestem przerażony swą niekonsekwencją i brakiem mobilizacji. Gdy jest mi źle, zasypiam.

Często zachwycam się chwilą, cieszę się nią jakby była ostatnią, a chwilę później zalewam się łzami, gdy tylko wracam myślami do własnej osoby. Czuję się jak uwięziony w klatce, gdy próbuję się wzbić w powietrze, odfrunąć, zawsze rozbijam się o kraty. Kraty, które sam zbudowałem, a których teraz nie potrafię pokonać. Nie jest ze mną dobrze, skoro gdy jest źle, myślę o śmierci, by chwilę później żartować sobie z niej i zastanawiać absurdalnymi motywami, które mnie mu niej pchały. Byłabyś ze mną najbardziej nieszczęśliwą kobietą na świecie, i cieszę się, że choć tu nie mam wątpliwości. Pozwól, że będę do Ciebie pisał, do mojej kobiety, którą kocham nad życie.

Jakież moje słowa są w tej chwili pompatyczne, tyle w nich emocji, których na pewno wkrótce nie będę potrafił odczytać. Jestem fałszywy, bo potrzebuję czasu na ułożenia zdania. Muszę się zastanowić, czy brzmi ono dobrze, czy wyraża choć po części to co czuję. Nie potrafiłbym mówić o swoich uczuciach. Dlatego zawsze wolałem uważać się za aktora, który odgrywa wyuczone kwestie. Kwestie, które sam sobie piszę.

Jakiż ze mnie mary aktor i zły człowiek. I tak strasznie mi źle, że nie potrafię wyrazić tych emocji, które w tej chwili mną targają. Ktoś powie – klasyczny przypadek. Być może.

To miał być dziennik, w którym pod datami kryłyby się konkretna zdarzenia. Na pewno po części taki jest, i chciałbym by taki pozostał. Bo.. Często wracam do przeszłości i potrzebuję drogowskazu. Dlatego zapiszę w nim, że dziś rozmawiałem z Tobą, nader realną, że płakałem, zasypiałem i że było mi źle.

o samotności

Cóż, chłód zabił we mnie całą melancholię, którą dziś chciałem zamienić w słowa… Przed chwilą włączyłem GG, byłaś aktywna, lecz natychmiast zniknęłaś… Tyle się działo u mnie ostatnio. Wczoraj widziałem Cię gdy jechałaś samochodem. Nawet mi pomachałaś. Wybacz, że nie potrafię opisać jak cudownie wówczas się poczułem. Następnym razem nie wyjdę na spacer w takie zimno. Byłem na nim ponieważ chciałem uciec od codzienności, powspominać, pomyśleć, a tylko przemarzłem.

Karolino, pokaż się na GG. Chcę iść do Ciebie. Chcę z Tobą pomówić, lub choć rozwiać nadzieję, które narosły od ostatniego spotkania.

Chyba mnie nie słyszysz, albo po prostu nie masz ochoty na rozmowę. A może chcesz posłuchać jak mi minął dwa ostatnie dni? Opowiem.

Sam nie wiem co było w nich takiego niezwykłego, że aż postanowiłem Ci o nich wspomnieć. To był piątek i to była sobota. Późne popołudnie, Bełchatów. W piątek poznałem dwie dziewczyny. Niestety, na oko o jakieś pięć lat młodsze. Siedziałem w Redzie i przyglądałem się ludziom. Lubię to. Nikogo nie znam i nikt nie zna mnie. Od czasu do czasu ktoś tylko prosie mnie o papierosa, lub o ogień. Tak było i tym razem, tyle że dwie dziewczyny zaczęły się do mnie przysuwać, coraz bliżej i bliżej. Bo wiesz.. zawsze siadam na tej ławce w korytarzu, na samym jej końcu. Zaczęły coś do mnie mówić, a ja podniosłem wzrok, który tkwił wbity w podłogę, spojrzałem na nie i odpowiadałem. Byłem sobą, czyli nie mówiłem wiele, ale im chyba to nie przeszkadzało. Odprowadziły mnie nawet na przystanek, co było bardzo miłe. Ale ja sobie tego nie życzyłem, tylko nie miałem im odwagi o tym powiedzieć. Chyba przyzwyczaiłem się do własnej samotności, bez której nie potrafię się teraz obejść.

W sobotę było jeszcze gorzej. Nie dość, że spotkałem te dwie dziewczyny, to jeszcze musiałem pomóc chłopakowi z Zelowa, który niestety za dużo wypił i chyba nie trafił by sam przed świtem do domu. Właściwie to nie musiałem mu pomagać, bo znam go wyłącznie z widzenia, ale polubiłem go.

Bo.. wcale nie było tak źle, może to o czym piszę że mnie martwi, bardziej mnie cieszy. Chyba po prostu jestem zły na tych wszystkich ludzi, za to, że pozbawili mnie samotności.

Nadal się ukrywasz przede mną. Teraz bardzo chciałbym się do Ciebie przytulić. Usłyszeć jedno słowo, dla którego mógłbym pobiec przez noc…

Nic to, zaczekam… Dobranoc.

Raz Dwa Trzy

Czy te oczy mogą kłamać. Pamiętasz? Dziś słucham tej płyty. Nic tak jak muzyka, nie przywołuje we mnie wspomnień. Mimo, że czerwiec nie był najszczęśliwszym miesiącem dla nas, to bardzo miło wspominam wizytę u ciebie i tą muzykę.

Wiele dziś we mnie nadziei, Karolino. Dobrze mi, choć mam jeszcze pewne zaległości. Dobrze, mimo tego, że wszystko rano przypominało mi o tym, jak beznadziejnie powinienem się czuć.

tereferencja

Co to za uśmiech do mnie ślesz na GG? Co to za słodycz, którą mnie nazywasz? Uwielbiam Cię. Choć wiem, że uśmiecha i ciepłe słowa były tylko gestem przyjaźni. Kiedyś napisałbym Ci, że nie chcę zostać Twoi przyjacielem, lecz wraz z długością życia, ludzie wpajają mi różne, mniej, bądź też bardziej prawdziwe mądrości.

Jesteśmy nie do pogodzenia. Potrafię rozmawiać, ale nie z Tobą. Sadzę, że to się nigdy nie zmieni, a jeżeli już, to chyba nie będzie to prawdziwa przemiana, lecz gra, która kiedyś się mi znudzi. Bo widzisz. Tak jak tutaj, w tym dzienniku, w moim życiu, jesteś moją miłością jedyną. Nie wiem czy zrozumiesz, ale ja już nie będę chyba potrafił zacząć od początku. Nie zaproszę Cię na pierwszą randkę, bo nie byłaby ona naturalna. Nie teraz, gdy od dawna zasypiam obok ciebie. Nie po tym, gdy budząc się przy tobie, spędzam z tobą cały dzień…