eteryczność smutku

Ciekawe czy potrafię jeszcze pisać… Tak dawno mnie tu nie było. Sądziłem, że coś się zmieni. Miałem nadzieję, która dziś straciłem. Niepotrzebnie wciąż się łudzę, skro koniec zawsze jest do przewidzenia. Zawsze niestety jakiś koniec jest.

Wiem, że powinienem pisać, bo stracę i Ciebie, zapomnę… i wówczas nic mnie z Tobą nie będzie łączyło. Nawet przeszłość, bo nie będę jej pamiętał, a niestety z czasem pamiętam jej coraz mniej. Do niedawna potrafiłbym wymienić i opowiedzieć Ci kilka zdań o każdym naszym spotkaniu, i o każdym przypadkowym widzeniu Ciebie. Teraz gdy próbuję wrócić pamięcią dwa lata wstecz, przypominam sobie jedynie to co mnie wówczas bardzo cieszyło, bądź też bardzo bolała. Wydawało mi się, że wszystkie emocje związane z Tobą zapisały mi się w pamięci, jednak nie mogę być tego pewnym, ponieważ tego co zapomniałem i tak sobie nie przypomnę. Nie teraz. Czasami jednak zdarza się taka chwila, gdy przed oczami mam obraz.. Ten którego nie zdołałbym przywołać samemu… Widzę go dzięki niezwykłemu zbiegowi przypadków. I niestety coraz częściej takie obrazy oglądam. Nasze obrazy, które wypadły mi z pamięci.

A dziś.. Miał być cudowny dzień. Niestety wciąż wykazuję się niespotykaną naiwnością i daję się omamić swoim marzeniom i fantazjom. Nie jestem jednak już rozczarowany, jedynie trochę zły na siebie, za to, że jednak nie potrafiłem powstrzymać emocji. Nie dozowałem ich sobie równomiernie. Dlatego teraz… teraz będę cichy..

I oto kolejny dowód na to, że moje życie da się opisać wzorem. Wcale nieskomplikowanym. Już po raz kolejny czuję podobnie, i martwię się tym, że jeszcze będę się czuł tak nie raz. A jak się czuję. O dziwo.. wyjątkowo, ale moje myśli przepełnione są smutkiem. Nie lubię go w takiej postaci. On pomaga zasnąć, jednak ja czasami nie chcę spać i wówczas dużo myślę. Wydaje mi się, że mój ból jest moim przyjacielem i pomaga mi bardziej niż ktokolwiek inny. Piszę wówczas słowa prawdziwe tylko przez chwilę. Czasami wiele nad nimi płaczę, jednak kolejny dzień przynosi spokój i wyciszenie, które uświadamia mi, jak wielkie spustoszenie poczynił we mnie ból zeszłej nocy. Tak, nocy… ponieważ tylko wówczas tak bardo piszę.

Wbrew pozorom, jestem sam. Zawsze sam byłem. I boję się, że już zawsze sam będę.

Kilka dni temu…

Wbrew pozorom nic mi nie jest. Nadal oddycham, i jeszcze nie mam sobie tego za złe. Spotykam się z Kasią, ale nie odwrotnie, niestety. Wczoraj jednak powiedziała bym zajrzał do niej w piątek.. zanim pojadę do Bełchatowa. I nagle wszystko wydało mi się piękniejsze, łatwiejsze i bardziej kolorowe. Odwiedzałem ją od czasu do czasu. Raczej rzadko, raz na miesiąc, może nawet nie. Tęsknię, ponieważ dobrze mi się z nią mówi, choć plotę od rzeczy. Cieszę się, że ona mnie rozumie. Uwielbiam gdy stację się dla mnie czuła. Gdy pyta o to, co mnie niepokoi, i gdy uśmiecha się przy tym niewinnie.

Ona zna tylu facetów, tylu ludzi, ale nie chcę być o nią zazdrosny, tak jak nigdy nie chciałem być zazdrosny o Ciebie. Na razie nie jestem, i dobrze mi z tym. Teraz jeszcze potrafiłbym o niej zapomnieć, i nie było by to trudne. Może to dzięki temu, że nie mogę zapomnieć o Tobie. Czasami jednak przyłapuj się na tym, że często gdy chcę Ci coś powiedzieć, wypowiadam jej imię.

Tak, masz rację, w tej chwili to jeszcze nic poważnego. Po prostu chcę mieć kogoś, do kogo mógłbym się przytulić gdy będzie mi źle.

trosk potoki, skarg strumienie

Karolino, bardzo tęsknie ze Tobą. I chyba nigdy to się nie zmieni. Zawszę będę tęsknił…

Nie pisałem tutaj ostatnio. Ale nie myśl sobie, że Cię zaniedbuję. Choć może jest w tych trochę prawdy, niestety. Nie wiem co Ci pisać odkąd postanowiłem przestać opisywać Ci swoje dni. Moje życie jest nudne, niestety bardzo. Żyję z dnia na dzień, przeżywając codziennie małe dramaty, o którym po kilku godzinach już nie pamiętam. Właściwie to tylko od czasu do czasu, jakieś mało istotne sprawy stają się moim całym życiem, a to z powodu braku spraw ważniejszych.

Tylko brzuch nie przestaje mnie boleć. Choć nie wiem dlaczego jest mu tak źle. Przecież ja niczym się ostatnio nie martwię.

I rozczula mnie ostatnio prawie wszystko.

Rodzice kłucą się prawie codziennie, choć tata bywa w domu tylko kilka godzin w ciagu doby. I chyba już nie powinienem się tym przejmować, w końcu to ciągnie się już kilka lat. Do tego wspomnienia… Nie potrafię się zmobilizować do pracy. Miałem zrobić pewną stronę, ale nawet nie mam na nią pomysły. Nie mam nawet z kim porozmawiać. Przez internet, oczywiście, bo w rzeczywistości to nigdy z nikim szczerze nie mówię. Nie mam przyjaciół. Nie mam nawet jednego. No i do tego ten cholerny ból brzucha. Często płaczę. Coś mnie wzrusza, boli, przeraża. Często.

Jej, przepraszam, Karolino. Bardzo Cię przepraszam. Ciągle tylko użalam się nad sobą. Przyjdź i kopnji mnie w kostkę, proszę.

Czas zatrzymany

dwadzieścia trzy lata temu
na czterdziestej szóstej stronie
tomiku poezji znanego poety

W takie dni jak dziś.. wydaje mi się, że wszystko zaczyna do siebie pasować. Odnajduję kawałem układanki na strychu własnego domu. Dostrzegam twarz człowieka, który przez kilka lat patrzył na mnie z okładki… A ja, dopiero teraz go odnajduję. Choć mogłem miesiąc temu, bo i wówczas wiedziałem jak wiele on dla Ciebie znaczy.

I zastanawiam się co robisz w tygodniu w domu. W tygodniu, w którym powinnaś się uczyć. I nie jestem wcale zazdrosny, a tylko martwię się o Ciebie.

pomyłka

Wybieram się na spacer po północy… jak każdy mój poeta. A mama mówi – „Nikt porządny o tej godzinie nie wychodzi”

Odbieram telefon w nocy, a w słuchawce słyszę słowo – „pomyłka”

Zostawiam miejsce na trzy kroki, a słyszę same przykrości.

Bez ustanku, wszędzie, w każdej kobiecie, szukam cząstki Ciebie. Nie znajduję nic, a za karę dostaję nowego przyjaciela.

Rozmowy z Tobą

Wracam, a Ty mówisz mi o Irlandii. Burzysz spokój, który tak starannie pielęgnowałem w zaciszu własnego pokoju. I piszę wówczas wierze, poruszony tym co mnie mija, a czego nie potrafię dogonić. Jadę autobusem, podczas gdy Ty pędzisz autostopem. Nie ma w takich chwilach we mnie goryczy. Ona nie daje zasnąć dopiero przed snem, gdy nie mam do kogo przytulić śpiących myśli. I wracam do Ciebie, choć wiem, że Ty jesteś już daleko. A rano budzę się wyprany, odarty z godności, pozbawiony adresów i wspomnień. Daję się ponieść codzienności. To ona decyduje o tym, czego dziś nie zrobię, i z czego zrezygnuję w imię własnej fałszywej wolności. W takie dni jak dziś, gdy dajesz mi słowa, których zwrócić Ci nie mogę, a za które zapłacić nie mam czym, staram się być lepszym człowiekiem. Okazywać więcej miłości, bardziej się starać, mniej wybrzydzać, więcej tolerować. Pragnę zrozumieć to czego pojąć dotychczas nie potrafiłem.

Tak bardzo różni.. ja i TY. Tak bardzo zakochany… ja. Taka moja… Ty.

Kiedy byłem małych chłopcem…

Naklejałem naklejki z gum do żucia na łóżko piętrowe, które dzieliłem z bratem.

Mieszkałem przy ulicy, na której mieszkało wiele dzieci w moim wieku.

Często spałem u babci.

Sądziłem że nigdy się nie zmienię.

I że nigdy nie będę podobny do rodziców… może tylko z wyglądu.

Chciałem zostać elektronikiem.

Często płakałem myśląc o śmierci.

Nie przypuszczałem, że będę miał drugiego brata.

Wydawało mi się, że mój pies, zawsze będzie szczeniakiem.

Nie interesowałem się poezją.

Bawiłem się samochodzikami.

Zastanawiałem się czy Góry Świętokrzyskie to jeszcze Polska.

Nie zastanawiałem się nad jutrem.

Nosiłem krótkie spodenki.

Zegar pokazywał zawsze dobry czas.

Zasypiałem na nocniku.