#85

Porozmawiałem przed chwilą z Tobą. Niestety zostawiłaś mnie, a ja chciałem szczerze pomówić. Wiem, że się boisz. Ja też się boje. Zapewne czego innego, ale również nie jest mi łatwo… Piszesz o szczęściu jak byś je straciła. Nie rozumiem. O wielu sprawach jeszcze nie mam pojęcia.

Wydaje mi się, że kocham Cię, ale tak przyziemnie, po prostu. Bo lubię z Tobą mówić, i przytulać się do Ciebie. Lubię nawet z Tobą milczeć. Z Tobą lubię wszystko. To nie jest trudne uczucie. Tylko czasami trochę boli, ale dla niego warto pocierpieć. Ono jest dla mnie oczywiste. Jeżeli umiem przy Panie mówić, dobrze mi przy niej, i chciałbym spędzić z nią resztę życia, to warto. Tylko Panna chyba znalazła już szczęście… tylko przede mną się nie chce do niego przyznać.

#84

Czuję się wolny. Czekam na Ciebie.

Nieciekawy miałem dziś dzień. Bardzo nudny, ale dzięki temu znalazłem czas na chwilę zapomnienia. Po południu wrócili do domu rodzice. Powiedziałem mamie, że nie było mnie w domu w nocy z piątku na sobotę. Zareagowała histerycznie, ale udało mi się ja uspokoić. Jednak nie wszystko wróciło jeszcze do tzw. normy. Nie wiem czy jeszcze kiedykolwiek będzie jak dawniej. Zmieniły się szczegóły, ale bardzo istotne…

Myślałem dziś o Weronice. Przepraszam, że wspominam, ale to naprawdę szalenie fascynujące dziewczyna. Pobiegłem za nią w sobotę, by powiedzieć jej cześć. Przyspieszyła kroku, a na jej twarzy pojawił się wyraz zakłopotania. Nie goniłem jej, odwróciłem się i odszedłem… Brakuje mi jej spojrzenia, które zatrzymywało się na mnie, gdy na nią nie patrzyłem, tak odmiennego od każdego innego. Jest zupełnie inna niż dziewczyny, które do tej pory poznałem. Wie Panna, że większość ruchów skopiowałem z niej. Sposób poprawiania włosów, kilka spojrzeń, styl chodzenia. Nigdy z nią nie rozmawiałem, a ona już nie studiuje ze mną na roku. Czasami jednak przechodzi na wydział. Gdy zaczynałem studia przypomniała mi Ciebie.

Nie wiem co jutro. Nic nie planuję.

Śpij spokojnie. Dobranoc.

#83

Dobry wieczór Karolino.

Wczoraj nie pisałem bo… nie było mnie w domu. Po południu spontanicznie wybrałem się do Łodzi. Do Panny Keridwen. Tak spontanicznie jak nigdy. Pociąg z Łasku na dworzec Łódź Kaliska. Nocowałem u niej. Długo by pisać, ale nic nie napiszę, bo… bo nie trzeba.

Dziś o trzynastej miałem egzamin ze statystyki. Nie przygotowałem się, niestety, ale coś na szczęście pamiętałem z wykładów. Zobaczymy czy udało się zaliczyć. Później jeszcze tylko odpytanie z tego samego, bo tak sobie pan doktor zażyczył.
W domu byłem przed siedemnastą. Zdążyłem na telefon od mamy, która zadzwoniła by się upewnić, że wszystko w porządku. Nawet nie wie, że mnie nie było…

Podlałem kwiaty, nakarmiłem psa. Mam nadzieję, że o niczym nie zapomniałem. Po południu kpiłem trzy duże paczki chipsów i butelkę coca-coli. Już zjadłem… pyszne, ale chyba trochę przesadziłem.

Dobrze mi samemu. Dobranoc.

#82

Nie porozmawiałem dziś z ludźmi. Siedziałem w kawiarence, a właściwie przed nią, i oglądałem grę w siatkę plażową. Dyrektor postanowiłem zbudować boisko tuż obok… A przyjemnie się oglądało, bo grały ładne panie. Ubrane bardzo kuso. Właściwie to nie panie, a panny, gimnazjalistki. Opalone, zgrabne i ładne. Razem z nimi grali też panowie. Zastanawiam się, czy panom chciało by się podbijać tą piłkę tyle godzin, gdyby nie było tam dziewczyn. Chyba nie. Czasami ją im podawałem gdy wypadała z boisk i poturlała się do mnie. Dziwnie się wówczas czułem, nagle wzrok wszystkich skierowany był na mnie. Starszego od nich o kilka lat człowieka, który jakimś cudem zaplątał się w ich świecie. Odrzucałem piłkę niezdarnie, by nie wzbudzać wątpliwości, że może potrafię grać. Planowałem każdy krok i gest, nawet wówczas, gdy już wszyscy zajęci byli meczem. Czułem się jak gdybym był nadal obserwowany. A z tą niezdarnością to było tak, że nie była zamierzona. Chciałem jak najlepiej, ale niestety nie udawało się ładnie odbić piłki. Po jakimś czasie zrozumiałem absurdalność swojego zachowania. Oczyściłem się ze zbędnych myśli, i wówczas inaczej zacząłem widziałem ich zabawę. Nagle wszystko stało się proste. Chodziło o zdobycie partnera/partnerki. Oni je rozbierali wzrokiem, a one im nie przeszkadzały. Gra w siatkę była tylko pretekstem. Taki mały spektakl życia. Wszystko podporządkowane kopulacji.
Później już się tylko uśmiechałem do nich tajemniczo.

Przez weekend będę miał dom tylko dla siebie. Od dawna już nie zostawałem sam. Położę się przy odkurzaczu, wtulę się w pędzące powietrze, i zagłuszę myśli jego szumem. Wpadnę w straszliwą melancholię, i zakończę dzień zabijając czas przed telewizorem.

Nic mnie dziś nie boli, Karolino. Spokojnie żyję i myślę. Dobrze mi.

Dbaj o siebie.

#81

Wczorajsze po południe minął w ekspresowym tempie. Spoglądam na zegarek – w pół do piątej po południu. Kolejny raz… Wpół do drugiej w nocy. Starałem się czymś zająć, jednak udało mi się tylko zabić czas, a przecież nie o to mi chodziło.
Dziś… idę do kawiarenki. Wrócę wieczorem. Posłucham muzyki, może z kimś porozmawiam. Zastanawiam się co Ty robisz w Poznaniu, i z kim miałaś ten wieczór pożegnania…

Lepiej mi na duszy, i choć teraz mogę powiedzieć, że już po wszystkim, to jednak pamiętając co napisałem poprzednio, i czując jeszcze tamte emocje, skłaniam raczej w stronę stwierdzenia, że to tylko chwilowe zauroczenie czymś, czego nie potrafię jeszcze zamknąć w słowach.

Chciałbym, by wieczór pożegnania… ten, o którym napisałaś w statusie GG… był ze mną. Aż do soboty, gdy wrócisz. Byśmy już później byli razem. Czy dostrzegasz to, jak bardzo się łudzę? Żal Ci mnie? Przepraszam, nie chcę wzbudzać litości, ale myśl, że te słowa są dla mnie, jest mi bardzo miła. A przecież to niemożliwe. Nie rozmawialiśmy prawie wcale. Nie widzieliśmy się od tak dawna. To musiało by być najcudowniejsze uczucie, aby było tak jak piszę. Wiec pozwól, że będę się dalej oszukiwał. A gdy przeczytasz to kiedyś… w październiku, bo tak postanowiłem, możesz skłamać i powiedzieć, że słowa te były jednak dla mnie. Bez wysiłku i bez kombinowania, będziesz miała dowód na to, że zawsze o mnie myślałaś.

#80

Staram się spokojnie oddychać i delikatnie myśleć. Nie wybiegam daleko, co najwyżej do ogrodzenia przed domem. Trochę mi lepiej, jednak wczorajszy niepokoju nadal się we mnie tli. Chciałem podzielić dzień na godziny, po poszczególne jednostki, w których mam szanse na spełnienie. Jednak moja natura jest niepokorna, nie chce się zamknąć w ramach czasu, które jej narzucam. W sumie to nie najlepszy pomysł w sytuacji gdy mam wakacje. Choć może nie do końca tak absurdalny. Mam przecież jeszcze mnóstwo spraw do załatwienia.

Pływam na tratwie po wzburzonym morzu łez, staram się o tym nie myśleć, jednak bezgraniczna pustynia wody mnie przeraża. Chcę spokoju, który teraz jest gdzieś daleko. Staram się zadowolić jego namiastką, zbudowaną z rezygnacji i fizycznego wycieńczenia.

Środa. Powinienem się uczyć. Powinienem…

#79

Zanim zabiję resztki goryczy czekoladą schowana na czarną godzinę, chciałem napisać, że czuję się prawdziwie. Nic z tego dobrego by nie wynikło, jednak żyję szczerze. Dotyka mnie ta cała metafizyczność istnienia. Dziś boli mnie ta mało przyjemna jej część. Co było by gdybym potrafił głębiej sięgać w siebie? Skuteczniej rozprawiać nad problemami? Czy choć by zwinniej dobierać słowa wynikłe z niecodziennych myśli.

Marzy mi się kobieta, Karolino. Banalnie. Ty.

#78

Dziś strasznie bele jak się czuję. Z życia zrobiłem miazgę. Nie mam żadnego oparcia. Wokół niby wakacje. Widzę ludzi, jednak nie potrafię zrozumieć ich zachowania. Sam miotam się z jednego miejsca w drugie. Niespełniony, pełen wyrzutów sumienia. Wraca czas niepokoju. Oczywiście przesadzam, jednak dziś tak bardzo mi źle. Zewnętrznie niby w porządku, jednak nie reaguję na proste słowa, na banalność, która mnie otacza. Nie wiem czego dokładnie oczekuję. Rozmawiałem dziś z Tobą. Przez chwilę, ale to wystarczyło. Strasznie tęsknię, i coraz wyraźniej dostrzegam granicę, która rysuję się pomiędzy nami. Rozmawiałem również z Panna Keridwen. Oszukuję wszystkich, nawet siebie. Gram, pozuję, zabijam naturalność. Tyle rzeczy do zrobienia, tyle sprawa. W sobotę egzamin ze statystyki. Na przyszły tydzień muszę zrobić stronę internetową dla przychodni. Nie chce mi się. Przez tą bele jakość, ten brak równowagi. Płynność, bujanie. Rzygać się chce. Wpadam w jakiś straszliwy stan, i mimo tego, że wkrótce poczuję się lepiej, wcale tak nie będzie. To po prostu zauroczenie. Przejdzie mi. Boli straszliwe ta bezmyślność i przypadkowość zdarzeń. Nikt niczego nie planuje. Chaos, w którym nie potrafię się odnaleźć. Przytuliłbym się do Ciebie, zdusił wszystkie lęki i nieznośne wspomnienia. Tak strasznie Cię dziś potrzebuję.

Boję się o Ciebie i boję się o nas. Podczas rozmowy byłaś mi tak obca, jak gdybym pierwszy raz z Tobą rozmawiał. Być może wymarzyłem sobie uczucie, którym Cię darzę. Uczucie, które jest proste gdy nie ma Ciebie obok. Potworny dzień mimo tego, że byłaś, a może przez to, że tak po prostu Cię pożegnałem. Zgodziłem się nie broniąc swojej decyzji…

Może szukać ukojenia w ramionach Panny keridwen. Może praca – mozolne układanie słów w zdania, podaruje mi odrobinę spokoju. Może przy niej odnajdę ciszę i równowagę. Może szepty zastąpią słowa.

Coś pęka we mnie. Pobiegłbym do Ciebie. Chyba tak zrobię. Tylko wówczas stracę jedyną szansę na cokolwiek. Poza tym nieogolony jestem.

Krzyczeć chcę. Głośno. Przeklinać, i wycieńczony upaść, by spokojnie zacząć myśleć. Zapomnieć o Tobie. O wszystkim co nie pozwala popaść w banalność.

Dobranoc moja kobieto. Moja moja.

#77

Tak, wczoraj Cię widziałem. Brak mi słów. Byłaś tak blisko. Na wyciągnięcie ręki. Zapewne nawet mnie nie zauważyłaś. Coś mnie boli. Czegoś mi brakuje. Rok temu… pozostało tyle wspomnień. Naprawdę bardzo chciałem zabrać Cię nad morze. Teraz bezmyślnie trwonię czas, szukając okruchów Ciebie porozrzucanych po moim świecie. Panna zapewne nawet nie wie, że pisze ponieważ przeczytałem czyjś dziennik dla kogoś. Też chciałem tak pisać, dla Ciebie. Jednak nie potrafię. Bezmyślnie kopiuję piękne słowa, zastępując je ich bladą imitacją. Słowa z blogu dla-grendela. Słowa panny Keridwen, które napisała kilka słów do mnie.

Tęskni mi się do Ciebie, bardzo bardzo.

#76

Dziś króciutko. Ranek i popołudnie nużące, w domu. Później spontanicznie wyjazd do Łodzi. Wracając, widziałem cię. Mocno biło mi serce. Chciałem się zatrzymać, ale bałem się. Wieczorem spacer. Widziałem Twoją siostrę. Przypadkowe spotkanie z Michałem, i krótka dyskusja. Teraz cicho wpadam w objęcia Morfeusza. Czego i Tobie życzę.