#27

Niepokój we mnie już od dłuższego czasu. Wszystko bardzo szybko wiruje, choć czasami trudno mi to dostrzec. Na zewnątrz spokojnie, leniwie, brak motywacji. Coś pochłania moją siłę, być może podświadome zagłuszanie… Nie wiem jak się za siebie zabrać. Jutro też nic, i ciągle nic… nic nic

Za wiele blogów, których nie przeczytam. Za wiele osób, których nie poznam, i innych, z którymi nie potrafię rozmawiać. Może w końcu dam sobie spokój i przestanę podglądać. To było by wyjście. Nie miałbym się z czym porównywać, nie starałbym się naśladować… Czuję, że czas się skurczył. Jedno spojrzenie, godzina dalej. Uśmiech i słowo, dzień minął. A przecież ja nic nie robię… może dlatego.

Jutro nastawię budzik na ósmą. Nie chcę dłużej spać. Dziś nie chciało mi się wstawać, leżałem bez snu, lecz z zamkniętymi oczami, czekając na Ciebie, nie zdając sobie sprawy z tego, że jesteś daleko.

dobranoc.

#26

Wspomnienia są czasami nieznośne… Dokładnie pamiętam jak wyglądał rok temu w kawiarence. Pamiętam Michała i jego bójkę, rusztowania przy szkole, ludzi, wszystko… Teraz, rok później cały czas tu jestem. Nie wiem nawet czy mi źle. Chyba nie, jednak to wszystko co się przez ten czas wydarzyło, wprawia mnie w zadumę, a ja już i tak za dużo myślę. Czasami wydaje mi się, że nie powinienem tak przywiązywać się do wszystkiego co mnie otacza. Pogodzić się z tym, że wszystko ma swój czas i miejsce. Nawet Ty, Karolino. Być może już nigdy nie będę miał okazji przebywać przy Tobie. Muszę wybrać się w podróż w poszukiwaniu siebie, ponieważ teraz nie wiem kim jestem, nawet nie wiem kim chcę być.

Wystarczy jeden krok za daleko, jedno słowo za wiele, jeden obraz za dużo, a wszystkie przeżycia, wnioski i słowa, które tak starannie ułożyłem, giną. Nudzi mnie codzienne budowanie wszystkiego od nowa. Czasami sobie odpuszczam, a raczej, kiedyś czasami sobie odpuszczałem, teraz nawet się nie przykładam…

Byłaś kiedyś tu… w kawiarence. Pamiętam ten dzień. Pamiętam jak wyglądałaś, i jak wielką radość sprawiło mi to, że byłaś… Pamiętam też pocałunek… wszystko pamiętam.

#25

Niewiele dziś napiszę… nie, nie dopadł mnie smutek. Zadziwiająco łatwo pogodziłem się z własną, intelektualną niedołężnością. Tylko Ty jeszcze trzymasz mnie przy życiu. Choć i tak ułatwiłem sobie sprawę pisząc o codzienności. Byłem dziś w bibliotece i wypożyczyłem „Dramaty wybrane” Witkacego. To taki mały krok w kierunku zrozumienia Panny Keridwen.

Znowu bym zapomniał. W teledysku Cranberries – Salvation występuje dziewczyna z dredami, która przypomniała mi Ciebie… Swoją drogą, to jeden z najładniejszych teledysków jakie miałem okazję oglądać.

dbaj o sobie.

#24

to było tak naturalne, nawet nie potrzebowaliśmy wielu słów…. Z czasem zapomina się o życiu, rozdziela się je na milion nici, tworząc siateczkę, która nie chroni nawet przed niczym, a tylko utrudnia ucieczkę…

Bo ta historia była długa i kończyła się na jednej nocy. Pozostało po niej cały życie… Dom, a właściwie zamek, w którym mieszkała owa piękna królewna był niemalże metafizyczny. Zawsze było do niego tak samo daleko… Rycerze znali jednak sposoby by się do niego dostać. Sen zawsze był ich wielki sprzymierzeńcem w walce z beznadzieją otaczającej ich rzeczywistości. Śniąc, jedni ginęli pochłonięci przez własną wyobraźnię, innym, tym najmniej innym, jednak wystarczająco brutalnym by zostać rycerzami, udawało się przetrwać w tym dzikim świecie.

Dobranoc.

#23

Po prysznicu…Jestem teraz puszysty, milutki i ładnie pachnę… Zmyłem bród dnia i grzechy z ciała. Szczęśliwie mi teraz. Uśmiech rysuje mi się od uch do ucha, a czekolada leży jeszcze nienaruszona. Muzyka sączy się z głośników i jest mi dobrze. Zmartwienia dopadną mnie rano, ale ja się już im nie dam. Tak dziś postanowiłem. Życzę sobie jutro wiele siły, abym mogł podołać postanowieniom i oprzeć się pokusom…

Muszę przynieść z kawiarenki najnowszą płytę Moloko. Lubię jej słuchać. Katatonie na razie odstawiam na bok, bo strasznie dołuje. I jeszcze jedno postanowienie. Będę czytał minimum godzinne dziennie, bo inaczej zostanę wtórnym analfabetą. Tylko jest jeden mały problem… nie mam co czytać. Biblioteka pełna, ale skąd mam wiedzieć co jest warte przeczytania. Nie jestem aż tak wytrwały by czytać książki, które mnie nie interesują. Chyba muszę poradzić się Michała.

blasku w oczach życzę.

#22

Zmarnowałem dziś życie. Staję się coraz płytszy i przewidywalny. Beznadziejnie, że to dostrzegam i nic mi z tego. Być może to jest właśnie dorastanie, człowiek przestaje się przejmować niektórymi rzeczami. Nie wiem. Strasznie mi się to nie podoba.
Szukałem dziś szkoły. Kierunek matematyka. Znalazłem. Teraz tylko trzeba się przygotować i złożyć dokumenty. Łatwo napisać… Nie chciałbym byś mnie znała takiego jak dziś Karolino. Nawet nie bardzo potrafię powiedzieć co jest nie tak. Tak strasznie zapadłem się w sobie.

Dziś cały dzień w kawiarence… spragniony rozmowy, odnalezienia siebie, szukając drogi… Rozmawiałem, jednak nie powinienem, tylko gorzej się czuję. Zdemaskowałem się… a nie lubię. To taka moja mała obsesja. Nie ma we mnie nic. Nawet słowa są oczywiste. Cały czas siedzę, myślę, po chwili nie pamiętam nawet o czym. Tak mija mi życie.

Co ja robię? Już nie będę… Nie mogę, przecież obiecałem. Dziękują za to, że gdzieś tam jesteś Karolino. Przepraszam, przepraszam, przepraszam……………..

#21

Dobry wieczór.

Miałem się uczyć do egzaminów na jakąś uczelnię, ale jeszcze nawet nie wiem na jaką. Wszystko mi jedno gdzie, ważne by były to studia dzienne i najlepiej daleko od Zelowa. Nie jest mi tu źle, po prostu chcę zapomnieć o tym mieście, chcę by każdy powrót tutaj był magiczny. Bo to miasto zasługuje na to. Teraz żyję w otępieniu, wszystko mam na codzień, to za dużo jak dla mnie. Płakać mi się chcę i zazdroszczę tym którzy bywają tu tylko w soboty i niedziele. Jutro w internecie postaram się znaleźć sobie jakąś uczelnię, najlepiej by egzamin wstępny był tylko z jednego przedmiotu ponieważ większej ilości, jeżeli już się wezmę za naukę, nie będę w stanie się nauczyć. Planowałem złożyć dokumenty na Politechnikę Świętokrzyską, mógłbym wówczas mieszkać u babci, ale po rozmowie z bratem ciotecznym, który tam studiuje, odpuściłem sobie. Politechnika to chyba nie dla mnie. Zapewne będę się tak zastanawiał do czerwca i w efekcie nigdzie nie złoże dokumentów. To by mnie dobiło… A najzabawniejsze w tym wszystkim jest to, że to ja decyduję o własnym życiu. Tylko niestety te najważniejsze decyzje jakoś ciężko mi przychodzą, nie potrafię się zmobilizować. Gdy widzę jak Marek przygotowuje się do matury i do egzaminów wstępnych, podziwiam go. Siedzi nad zadaniami z matematyki i je rozwiązuje. Ja nie potrafiłem. Do matury nic się nie uczyłem, ani jednego dnia nie poświęciłem nawet na przejrzenie materiałów. Uznałem, że to co w szkole mnie nauczono, i co zapamiętałem, mi wystarczy. Wystarczyło, ale później, po tej zelowskiej budzie było już mało… Gdybym tylko się uczył… Nie będę Cię zanudzał. Bardzo bym chciał studiować i być studentem. Jutro poszukam dla siebie szkoły, a później wezmę się za naukę.

A dziś… wstałem późno, ale zaplanowałem sobie, że pojadę do B. na wyprawę rowerową, którą organizuje, jak co tydzień zresztą, Załogo Rowerowa Zgrzyt. Było bardzo miło, poznałem nowych ludzi. Porozmawiałem trochę, choć nie ze wszystkimi. Za wiele analizuję, za często się zastanawiam. Nie wiem czy jestem naturalny, czy tak należy żyć. Nienawidzę siebie za to. Chciałbym po prostu umieć rozmawiać. Na wyprawie była kobieta z twarzy bardzo podobna do Marty. Chyba jej mama, albo jakaś rodzina. Nie było niestety osób w moim wieku, sami starsi ludzie. Za tydzień też chyba pojadę, może wówczas ktoś będzie… Zobaczymy… Do domu wróciłem przed 18. strasznie zmęczony, tak bardzo, że nawet nie mogłem jeść. Rano zjadłem tylko kanapkę. Zasnąłem i dopiero niedawno się obudziłem. Głupoty piszę, wiem. Przepraszam.

Muszę wziąć się za siebie. Teraz dni są tylko po to by je przeżyć. Nie lubię…

Karolino… moja artystko… chciałbym mieć Twój zapał, i choć odrobinę Twojego talentu.

całuję i przesyłam pozdrowienia z otulonego nocą Zelowa.

#20

sobota, wczoraj ciekawe i godne uwagi było tylko przedstawienie. Trzech aktorów, ale jeden przyćmił swym aktorstwem pozostałych. Długo by pisać. Poza tym strasznie pustki w barach i pubach. Nawet gdy jechałem do domu nie spotkałem nikogo znajomego. W Zelowie puste ulice, jakoś tak nierealnie wczoraj było, jak gdyby pół mojego świata bawiło się na zabawie, o której nic nie wiem.

Dziś rano cosobotnie sprzątanie, tak od zawsze, ale dopiero w ostatnim roku się do tego przyzwyczaiłem. Nie protestuję gdy muszę coś zrobić, stało się o dla mnie naturalne, tak jakoś… Popołudnie strasznie leniwe, kawiarenka i konfiguracja sieci, nie żeby nie działała, ale przecież zawsze można coś poprawić, z nudów, by być zdala od domu. Nie wiem co jeszcze dziś będę robił, ale chyba ten dzień mogę uznać już za skończony.

Mama się dopytuje o dziewczynę, o powód moich wypadów do B. Nie wiem jak jej powiedzieć, że jak tam tylko spaceruję, sam… Nie uwierzy. Chyba będę musiał sobie kogoś znaleźć, będę miał spokój… Tylko że te inteligentne dziewczyny zaraz się zorientują, że to nie uczucie… poza tym nie potrafię z nimi rozmawiać. A te głupie… jak ja, wcale mnie nie interesują. Okrutny jestem, prawda?

Idę na spacer Karolino. Słońca życzę. Pomyśl czasem o mnie.

#19

Nie mam już siły… tęsknię do nieprzytomności. Byłem w B. w Miejskim Domu Kultury na przedstawieniu teatralnym „Zabawa” Mrożka. Jutro napiszę więcej, teraz jeżeli pozwolisz położę się spać.

Śpij dobrze Karolino. Dobranoc.

#18

Dobry wieczór.

Siedzę w pokoju i słucham wywiadu z Redrum, który Marek nagrał mi na kasetę. Lubię ich muzykę, przynajmniej tą z płyty demo. Wydaje mi się, że gdyby znaleźli dobrego menagera to mogli by spokojnie promować się w Europie. Na mój gust oczywiście. Ale cóż, może jestem trochę nieobiektywny.

A dziś… rano wstałem po południu… prawie, ale za późno… posprzątałem w domu i wsłuchiwałem się wycie odkurzacza. Czasami nie mam na to ochoty, ale gdy tylko usłyszę ten dźwięk, odpływam, ciężar nawet ten najlżejszy przestaje ciążyć. Mogłbym tak wiecznie. Po południu dokończyłem książkę, ale nie byłem już takie pewien tego, czy informacje w niej zawarte do czegoś mi się przydadzą i czy będę cokolwiek pamiętał co było w niej napisane za kilka dni. Resztę popołudnia spędzona w kawiarence. Zawarłem układ z dyrektorem, że będę dwa dni w tygodniu jej pilnował. Siedziałem tam do 21. Lubię. Ten tłok niesztuczny, te uśmiechy od dziewczyn, i wieczorne powroty do domu wypełnione zapachem wiatru.

Przy okazji wspomnień, przypomniałem sobie, że trzy tygodnie temu gdy jechałem w piątek do Bełchatowa, Twój kolega, niestety zapomniałem jak ma na imię, ten co zdaje w tym roku maturę, uczy się w bronku, spytał mnie czy Karolina też dziś przyjedzie. Odpowiedziałem, że nie mam pojęcie, bo niby sąd mam wiedzieć, a on zaskoczony, zapytał jak to ja mogę nie wiedzieć. Dało mi to wiele do myślenia.

A jutro… nie wiem, niestety nie wiem. Chyba też pojadę do Bełchatowa, może kogoś spotkam, przynajmniej nie będę się nudził w piątkowy wieczór. Boję się tylko przypadkowego spotkania z Tobą. Nie jestem jeszcze na nie gotów Karolino, jeszcze nie.

śnij czasami o mnie…