kołysanka

gdy nie można spać
bo czas się chmurzy
deszcz preludia gra
na płatkach róży
w czułość zmieniasz mnie
i noc odwraca wzrok

gdy nie można spać
bo kropla mroku lśni jak żalu łza
na serca progów nie poniesiesz mnie
i noc odwraca wzrok

nie pozostaje nic innego mi
jak tylko przepisywać cudze sny…

spacer

Mimo wszystko, mimo mych usilnych starań by wszystko popsuć, jest coraz lepiej. Wczoraj nauczyłem się rozmawiać, tak po prostu rozmawiać o niczym, tak by nie czuć wyrzutów sumienia. Wcześniej tego nie potrafiłem. Czuję, że wkrótce nie będę musiał walczyć o najbardziej oczywiste prawa, które przysługują nawet mnie. Zacznę żyć do góry nogami i co ciekawe może nawet nie będę sam. Chciał bym, poznać siebie, wypowiadać zdania znając ich sens, nie bić się o każdą przemyconą myśl. To brzmi niewiarygodnie, wręcz idyllicznie, a uczucie które mi towarzyszy nie jest nawet podniosłe.

Czy kłamałem pisząc, że nie potrafię żyć bez K? Nie potrafię zapomnieć, nie wiem czy chcę. Zostawiłem po niej w każdym miejscu mnóstwo pamiątek i teraz co chwilę się na nie natykam. Nawet statystyka tego bloga przypomina mi, że ona istnieje, i że czasami tutaj bywa. Chciał bym pobiec do niej i pochwalić się nowo nabytymi umiejętnościami, szczególnie zależy mi na tym by sprawdzić czy rzeczywiście nauczyłem się rozmawiać. To jednak było by bez sensu, na pewno popsuł bym sobie życie. Lecz czy ja przypadkiem do tego nie dążę?
Wczoraj ją ponownie widziałem, w telewizorze. Wszedłem do pokoju, a ona tam była. Uśmiechała się do mnie i tańczyła. Spoglądałem na nią ukradkiem prowadząc rozmowę z mamą i nikt nic nie podejrzewał, nikt nic nie wie.

Powinienem czuć się świetnie. Wszystko jest ja być powinno. Niestety potrzebuję Karoliny i już. Bez niej szczęście jest tylko złudzeniem. A dziś był naprawdę piękny dzień, spacerowałem w deszczu z cudowną dziewczyną. Padało, wiało i na dodatek było zimno, a ona była przy mnie. Jestem kretynem.

K

Konfrontacji z moimi wyobrażeniami nikt nie przeżyje. Potrzebuję złudzeń, ale każda próba ich urzeczywistnienia kończy się tragicznie. Zastanawiające jest to, że K. ciągle jest złudzeniem, nawet konfrontacja z rzeczywistością nie poczyniła jej większych szkód. Może nie do końca jest tak jak piszę, były chwile w których wątpiłem, jednak im dalej, im dłużej żyję tym jej obraz jest piękniejszy, choć ten sam od ostatniego spotkania. Ciekawe czy dzięki niej czegoś nowego się nauczę. Hm.. następnym razem będę uważał na nadmiar szczęścia w jednej chwili, ponieważ on uzależnia i trudno o nim zapomnieć. Ciężko później się z takim wspomnieniem żyje.

układamy puzzle

Niewiele mi potrzeba do szczęścia, jedna Ultra w zupełności. Nie jest moja, wbrew pozorom, które chciałem tutaj kreślić. Ona jeszcze nie wie jak ja nazwałem, jeszcze nie wie, że za nią tęsknię. Jest, a czasami tylko bywa i to wystarczy. Powinienem być o nią zazdrosny, lecz po pół roku leżenia skulonym w kącie, wyjąc z bólu, po lekcji jaką otrzymałem od K. nie potrafię. Nie wiem jak przeżyję czas który mi pozostał, szkoda że to już nigdy nie będzie to co było… i nawet nie wiecie jak bardzo chciał bym się mylić. A jednak gdy o niej myślę dostrzegam nadzieję. To coś nowego, dlatego warto, dlatego jeżeli zechce niech mnie zabije. Jej pozwolę, bo to dzięki niej odzyskałem życie.

moja Ultra

Niełatwo jest mi napisać kilka nawet słów. Nie tak miało być, lecz cieszę się gdy czasami ktoś skomentuje mnie ciepło. Udaję, jak zawsze. Niestety nienajlepiej, nie jestem dobrym aktorem, skłamałem, wiem że niepotrzebnie. Chciał bym wiedzieć jakim mnie widzą inni, ile mnie jest w własnej wyobraźni.
Niepokojący dzień, tak dobrze mi dziś, wszystko układa się zgodnie z planem, a na dodatek pojawiają się bardzo sympatyczne chwile. Nie potrafię się znaleźć w takiej sytuacji, czuję niepokój, nie mogę jak zawsze zasnąć i nic nie zrobić. Wydaje mi się jednak, że dziś było by to najlepsze wyjście. Tyle już udało mi się załatwić, tyle przeżyłem, tak wiele dostrzegłem. Doświadczenie uczy, że na tym nie poprzestanę, nigdy tak nie robiłem. W takie dni przezwyciężałem siebie, zawsze coś się działo, a ta chwila którą mam teraz dla siebie jest tylko przerywnikiem. Co zabawne, mam pewność, że będzie jak piszę.

Imperium dźwięków nieodkrytych

Środa to najważniejszy index w moim obecnym życiu. Dni już nie znaczą wiele, trudno mi określać własne położenie na ich podstawie. Posiadają własności sekundy z jej najważniejszą na czele, nie trwają dłużej niż uderzenie mojego serca. Gdzie nie spojrzę, gdy tylko zmrużę oczy budzę się w zupełnie innym świecie. Gdybym z własnego życia potrafił zmontować choć kilku minutowy film, własne arcydzieło. By przynajmniej po istnieniu została mi krótkie wspomnienie.
Czasami się budzę wcześnie nad ranem. Siadam na skraju łóżka i wsłuchuję się buczenie, którego za dnia nigdy nie słychać. Słucham dźwięku ciepła parującego z grzejnika, słucham mrozu za oknem i muzyki, która do każdego jest inna. Szkoda, że emocjami pisać nie potrafię.
W ciemnym chłodnym pokoju beż okien z drzwiami w których wisi czerwoną zasłona, prze którą padają nieliczne promienie słońca, leżę ja. W pokoju gdzie wszystkie go jest wiele, małych światów do życia, w których mieszkają moje różne wcielenia z każdą z moich namiętności. Schowałem je tam wszystkie i po mały o nich zapominam. Wyrastam z nich, a one są takie same jak w chwili gdy je stworzyłem. Jak wiele z nich zginie w niepewnej pamięci mojego ciała? Dlaczego nie będę cierpiał gdy o nich po prostu zapomnę? Czy umrę z żalu gdy tylko o kilku z nich będę potrafił sobie przypomnieć?

o wyspach nadziei i innych złudzeniach

Wiec jednak jest dobrze, skoro nie piszę. Nic mnie nie boli, być może po prostu nauczyłem się pozbywać zobowiązań, lub przynajmniej odkładać je na wyższą półkę. Mam mnóstwo czasu, a jednak na nic go nie starcza. To straszne uczucie. Dziś nawet nie jest mi smutno, po prostu nic nie czuję. Tęsknie, nawet do tych wesołych i pięknie zielenią malowanych dni. Muszę coś czuć by wiedzieć, że żyję.
Zabrakło mi czasu i nic nie zrobiłem. Jesień, która miał być tak niezwykła, na którą czekałem cały rok minęła mnie jak światło gaszonej świecy. Czekać na kolejną? Przede mną tyle przeszkód do pokonania. Czy warto biec dalej bez celu i nadziei? Piętrzą się przeszkody, a ja niewiedzę światełka, w którego stronę mam podążać.
Nagle zrobiło się strasznie smutno, niepotrzebnie.

Była nadzieja, pojawiła się kolejna. Dlaczego dajesz oznaki życia K.? Dwie nadzieje to stanowczo za dużo i z pewnością jedna zabiję drugą. Tak to wręcz naturalne, najprawdopodobniej zostanę z niczym, i tylko pozornie mam wybór.
Zniszczysz moją pierwszą nadzieję, jeżeli już tego nie zrobiłaś. Pojawisz się gdy nie myślę już o Tobie częściej niż raz na chwilę. Chciał bym mieć Ci to za złe.

Nie ma nadziei, jeżeli pojawiają się dwie w tym samym czasie. Jednak dziś idę walczyć o pierwszą i życzyła bym sobie by druga o mnie zapomniała, chciał by dodać, jeżeli nic nie planuje… Słusznie? Niepotrzebnie!

doświadczenie

W jednej chwili mam wszystko, całe piękno o którym marzyłem. Gdy już jest moją własnością niestety nie zachwyca jak wcześniej. Przez jakiś czas jest przy mnie, lecz później o nim zapominam. Stawiam wszystko na jedną kartę w pogoni za horyzontem. Tracę co mam, ale to co osiągnąłem koi ból, ukraca cierpienie. Zapominam, szukam czegoś lecz nie znajduję. To przychodzi samo, zaskakuje i pozwala nie liczyć dni. Jednak one mijają, kończy się zauroczenie i pozostają wspomnienia. Długo nie rozpaczam, kończą się czekoladki w blaszanym pudełku i wówczas świat wykonuje kolejny obrót, a ja zaczynam wszystko od nowa. Czasem przypomina mi się piękno, które straciłem i gdy zdaję sobie sprawę z tego, że jest jeszcze cenniejsze niż kiedyś, wówczas wiem , że już nigdy nie chcę go mieć.
Najczęściej w nocy, w ciemności, ubodzony melodią sprzed lat wspominam, płaczę i gdy zasypiam już nie chcę się budzić.