Kwiaty za oknem

Zachwycam się często rzeczami, których nie potrafię opisać, zachwycam się głownie nimi i dlatego ten blog jest taki pusty. Tak wiele do powiedzenia a tak mało form ekspresji. Nie potrafię malować, pisać, rzeźbić, nie potrafię nic a chciał bym choć trochę tego co wiedzę pokazać wam. Wiem, że teraz to nie możliwe, więc układam wszystko staranie w głowie, dbając o porządek i niezwykłość zgromadzonych zbiorów. Niestety każdego ranka zastaję pustkę. To co piękne jest ulotne i niestety nie potrafię tego zmienić. Okaleczono mnie, ale nie protestuje, ponieważ uważam, że i tak nie stworzył bym nic wartościowego. I wcale nie mam niskiego mniemania o sobie, po prostu widziałem ludzi, którzy potrafią szarą rzeczywistość zamienić w doskonałą bajkę. Ja nawet nie potrafię jej opowiedzieć.

Biały

Przestałem pisać, coś się zmieniło. Zawsze zmienia się coś czego nie jesteśmy w stanie dostrzec, dopiero za jakiś czas zauważamy, że już tego nie ma. Ona przysyła mi tak niejednoznaczne mejle a ja nie potrafię, może po raz pierwszy nie chcę, zrozumieć. Jestem facetem i trzeba mi choć raz na jakiś czas powiedzieć wprost co kryje się pod trzema kropkami. Czekam na nią i strasznie się boję. Mimo to jestem szczęśliwy, ponieważ nic nie poszło źle, wszystko układa się w jedną całość. Mam nadzieję, że nie tylko na wakacje.

Na początku miesiąca obiecałem sobie, że wezmę się za naukę. Do tej pory nie uczyniłem nic w tym kierunku. Przegrałem, ale ona jeszcze o tym nie wie. Kto zabrał mi całą siłę ? Nie umiem już robić rzeczy, na które nie mam ochoty, już nie potrafię.

Serce

Odejdę kiedyś, na pewno, ale nie dziś. Napisałem długą notkę o niczym i ją skasowałem. Nie warto znać mnie aż tak dobrze. Jest mi przeraźliwie normalnie. Dobranoc.

Kurwa mać

Poprawka we wrześniu. Tego potrzebowałem. Lubie takie uczucia, to jest po prostu miłe i wcale nie żartuję. Taki kontrolowany wstrząs mózgu dobrze robi na jasność spojrzenia na to co się dzieje wokół. Nie wiem w dodatku co z Karoliną, nie wiem dlaczego… Tylko ją kocham, ale kogo to obchodzi. Nie ją nie Was, wiec dlaczego jestem nieszczęśliwy. Nie wiem, czegoś mi brak.

Chcę przeżywać życie bardziej ekstremalnie, chcę by miało własne kontury. Gdy jest mi źle zaczynam pisać, zaczynam szukać kogoś kto mnie rozumie, już tak nie chcę. Zmienię się, wszystko co mnie boli zachowam dla siebie. Będę tytanem, wówczas będę mógł żyć już tak jak sobie wymarzę. Będę maił ją i będę ją kochał do nieprzytomności?

Akwarelowe obrazy

To taki dzień, w którym nie zamieszczam wpisów. Dziś zrobiłem wyjątek. Nienawidzę takich dni. Nie czuję żadnych uczuć ani emocji. Może istnieją, ale nie są tak wielkie, by sprawić bym poczuł się wartościowy. Jest pusto i nic nie potrafi wypełnić tej przestrzeni w mojej wyobraźni. Zrozumiałem za to, że moja miłość mnie zabija. Nie wiem jak ubrać to w słowo, więc rozwinę to kiedy indziej, jeżeli kiedykolwiek będę potrafił. Zawsze jest tak, że to co pięknie dla mnie, w słowach traci wiele. Wolał bym najcenniejszych uczuć i emocji nie opisywać ponieważ tylko je kaleczę. Nie wiem dlaczego jeszcze piszę, chyba tylko dla niej, by wiedziała, że kiedyś żyłem naprawdę.

alfa

Wszyscy odchodzą, wypadało by iść z nimi… Pożegnania są takie niezapomniane. Wiele łez i tego co lubię najbardziej. Kocham je, mimo, że są tak niesamowicie trudne. Lato, wakacje i wiele niezapomnianych chwil, nowa muzyka i wspominania. Coś niesamowitego. Odejdzie milion milionów ludzi, wrócą jesienią, nie ci sami, inni będą mieli siłę by żyć. Staję w miejscu i obserwuję zmieniający się świat. Dostrzegam czas, którego dostrzec większość ludzi nie potrafi. Nie wytrzymam długo. Zawsze jestem sam, zawsze jest mi źle. Mimo, że mógł bym mieć kogoś blisko, to jednak wolę nie. Boli serce, bolą niesamowicie wspomnienia, ale nadal żyję. Okaleczony z bliznami na całej duszy, nie bronie się przed nowymi ranami. Wiem, że kiedyś się zagoją, a ja będę maił pamiątkę po dniu, w którym zostałem zraniony. Dobrze jest mieć ich wiele, dobrze wiedzieć, że kiedyś się żyło, by pamiętać o życiu. Kocham łzy i ten stan dusz. Stworzony do umierania, a umrzeć nie potrafi.

Przyjaciel

Trudno będzie mi opisać stan mojego umysłu w tej chwili. Zawsze jest trudno, nie przykładałem nigdy do tego większej uwagi, dziś jednak sądzę, że jest już za późno by cokolwiek zmienić. Zrobiłem bilans, tego co powinno mnie dziś cieszyć, co martwić i tego na co nie powinienem zwracać większej uwagi. Martwi mnie bardzo, to, że umiera mój pies. Nie napiszę, że zdycha, ponieważ nie zasłużył na tak potworne słowo. Umiera. Powoli. Już nie ma w jego oczach tej radości i szaleństwa, tego dziecka, tego małego szczeniaka. W oczach widać strach, przed tym co go czeka. Nadal jednak gdy wchodzę do pomieszczenia, w którym leży mach ogonem. Może myśli, że przyniosę mu ulgę lub nowe życie. To straszne potrzeć jak umiera i nie móc nic zrobić. Mogę jedynie płakać, ale to i tak niczego nie zmieni. Nie zasłużył sobie na śmierć, ma dopiero cztery miesiące.
Martwi mnie to, że potrafię zapomnieć o jego bólu i o tym, że niedługo może odejść. Potrafię się nawet śmieć z głupich kawałów podczas gdy on umiera. Płakać mi się chce, gdy pomyślę sobie, że mogę kiedyś wspomnieć go jako pas.

Oddaję wam słowa bez emocji, a wypłakałem nad nimi wiele łez. Mam nadzieję, że nie jestem postacią, którą poznaliście w tym miejscu. Wiem, że nią nie jestem, ale nie potrafię wam tego udowodnić. Chcę ponieważ, wart jestem poznania.

Płaczę, ale kogo to kurwa obchodzi?

Tam

Wróciłem. Codziennie wracam. Wjechałem do lasu, pomyślałem o magicznym świecie i nie spostrzegłem gdy wracając wszystko był już inne. Nie byłem zaskoczony, ale płakałem ze szczęścia. Znałem drogę do domu, choć już jej nie było. Wiedziałem, że trafię. Jednak jeszcze nie chciałem wracać. Nie po to by słyszeć słowa, na które nie mam odwagi odpowiedzieć inaczej. Zatrzymałem się w lesie i dostrzegłem elfa na zielonym wzgórzu. Elfkę, żył by nią być, stąpała ciesząc się nieprzytomnie każdym krokiem. Wiedziała, że umrze młodo jak inne, od ukąszenia węża, ale nie mogła poświęcić tej radości. Już takie one są. Nie miałem odwagi iść z nią, nie mógł bym żyć bez jej miłości gdy odejdzie a po raz pierwszy chcę, ponieważ życie jest tutaj takie piękne.

Kim jestem? Wędrowcem, który znalazł milionowy świat we własnej wyobraźni i chce tu zostać. Zachwycił mnie swoim spokojem, wiecznością istnienia i tym, że już go nie ma. Został dwadzieścia siedem minut i osiem sekund temu spalony przeze mnie. Nie płaczcie, ja już zrobiłem to za Was.

Przepraszam

Rozmowy z sobą są raczej mało prawdomówne, nie stresujące i nie do powtórzenia. Czasami głębokie i dzięki temu nieraz natchnione. Mam tak wiele do powiedzenia a nie potrafię zebrać jednej myśli nadającej się do spisania. Wszystko jest tak chaotyczne, że strach tego dotknąć. Podmuch wiatru może zniszczyć tą prowizorkę. Ale na szczęście codziennie rano mogę się obudzić i zbudować wszystko od nowa. Większość nieistotnych myśli w śnie znika a pozostałe układają się w całość. Dlatego warto śnić. Ale jednak szkoda tych małych pięknych chwil, tego drobnego szczęścia, które sami zabijamy.

Moja miłość jest niestała, do tej pory nieszczęśliwa. Jest tak ponieważ nie daję jej szansy na istnienie, zanim się naprawdę zacznie oddaję ją innej. A może to wcale nie miłość, tylko chęć jej spotkania. Już wiem, że najszczęśliwsza jest nie spełniona, ponieważ nigdy nie okryta nie traci blasku. Jest coraz jaśniejsza, a przed śmiercią tak jasna, że zdaje się być jedyna. Jak słońce za dnia staję się jedyna gwiazdą.